facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Bracia Figo Fagot – Weneryczny upominek LP. Recenzja

3 października 2025 roku nakładem wydawnictwa Warner Music Polska premierę miał siódmy już w dyskografii duetu Bracia Figo Fagot (tym razem przy producenckim współudziale Sir Micha) album studyjny o jakże intrygującym tytule Weneryczny upominek.

Bracia Figo Fagot to założony w 2010 roku na potrzeby serialu komediowego Kaliber 200 volt kontrowersyjny duet, w skład którego wchodzą Piotr PołaćBartosz Walaszek. Grają muzykę szeroko rozumianą jako pastisz disco polo, chociaż sami artyści wolą nazywać to miejską odmianą owego gatunku, utożsamianego powszechnie ze środowiskiem wiejskim, która nie celuje w odbiorcę skupionego na „zabawach w remizie” i tego typu imprezach. Utwory Braci Figo Fagot cechują się solidną dawką kiczu, humoru czy absurdu, ale także poruszają społecznie ważne tematy, jak wykluczenie społeczne mieszkańców terenów wiejskich po przemianach ustrojowych czy nieszczęśliwa, niemogąca mieć szczęśliwego finału miłość. Jednym z najczęściej powracających tematów w ich twórczości jest afirmacja alkoholu oraz mniej lub bardziej udanych prób nawiązania kontaktów okołoerotycznych z przygodnie poznanymi kobietami.

Nie inaczej jest też na płycie Weneryczny upominek. To pierwszy krążek wydany przez Warner Music Polska, podczas gdy wcześniejsze ukazały się za sprawą współpracy duetu z S.P. Records. Zmiana wydawcy widoczna jest też stylu muzycznym prezentowanym przez artystów na płycie, chociaż wydane jeszcze w poprzedniej wytwórni dwa single z 2023 roku, a mianowicie HWDP i Zakochany delfin, ową zmianę stylu zapowiadały. Zbiega się to zresztą z zacieśnieniem przez Braci Figo Fagot współpracy z kojarzonym głównie ze środowiskiem hiphopowym producentem muzycznym ukrywającym się pod pseudonimem Sir Michu, który pojawiał się już okazjonalnie na liście współautorów wcześniejszych utworów tego duetu (chociażby przy bardzo eklektycznym, ale muzycznie bardzo spójnym i wyjątkowo „słuchalnym” Ugi Boogie z 2020 roku). I jest to moim zdaniem bardzo dobra zmiana, która in plus wpłynęła na twórczość duetu. Wystarczy wspomnieć, że szerzej niż do tej pory otworzyło to chęć na wplatanie do utworów elementów z innych gatunków muzycznych, przez co płyta Weneryczny upominek przypomina mi jakąś „eurodancową” składankę, co przy widocznym w przemyśle muzycznym w ostatnich latach wyczerpaniem muzycznej formy powoduje modny, „nostalgiczny” powrót do muzyki chociażby z lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

Technicznie album składa się z trzynastu utworów, chociaż jeden z nich tak naprawdę występuje w dwóch wersjach, ale więcej o nim będzie później. Płytę otwiera chyba najlepszy kawałek znajdujący się na niej, czyli Prz3pi3rdolił3m kupę siana. Utwór, który brzmi niczym jeden z hitów grupy muzycznej z „sąsiedniej gminy”, będącej drugą główną gwiazdą dożynek czy parafialnego „święta ziemniaka” organizowanego w bliżej nieokreślonej popegeerowskiej wsi z tak zwanej „Polski B” i przenosi słuchacza w zupełnie inny świat, zwłaszcza jeśli pamięta się klimat takich gminnych imprez. Dźwiękowe cudo, które muzycznie oscyluje gdzieś w początkach tego wieku, sięgając ku najbardziej przaśnemu disco polo, temu nostalgicznemu spod znaku zespołów takich jak Milano czy Skaner. Tylko tekst jest zupełnie inny, bardziej przyziemny, ale pasujący do stylistyki Braci Figo Fagot. Młodzieniec pogrążający się ku nałogowi hazardowemu oraz oczywiście alkoholowemu, który opowiada swoją historię, będąc osadzonym w zakładzie penitencjarnym. Jego opowieść pełna jest intrygujących metafor i kwiecistych, niezwykle trafnych porównań, gdzie siłowałem się z bandytą, jedną ręką mnie pokonał jest chyba jedną z lepszych przenośni przegrania swojego życia w uzależnieniu od hazardu czy właściwie w maszynie hazardowej zwanej potocznie jednorękim bandytą. Kompozycja muzyczna zbudowana na kontrastach, które niebywale do siebie pasują, dając słuchaczowi poważne przemyślenia pomimo swojej humorystycznej formy.

Drugim utworem na płycie jest Małpka bananowa, często określana jako jedna ze słabszych, jeśli nie najsłabszych kompozycji na płycie – aczkolwiek ja się z tym nie zgadzam. Muzycznie mamy tutaj do czynienia ze stylem potocznie zwanym „wixapolem”, poprzez rytmiczny szarpany bass pomiędzy kickiem/stopą z elementami czegoś na kształt muzyki acid, dosyć lekkimi jej elementami, lecz jednak. Tekstowo mamy opis czegoś na kształt memów z budowlańcami/magazynierami/pracownikami fizycznymi (niepotrzebne skreślić), którzy przed rozpoczęciem porannej zmiany udają się do sklepu po tytułową alkoholową „małpkę”, którą tego dnia wybierają o smaku bananowym, bo jest to nowość na sklepowej półce. Jest charakterystycznie pod względem tematyki dla Braci Figo Fagot, ale ten muzyczny mélange nie jest moim zdaniem taki parszywy, za jaki jest uważany przez część słuchaczy.

Kolejny utwór, Koniokrad damskich serc, to chyba jeden z najlepszych utworów disco polo lat dziewięćdziesiątych XX wieku, tylko zupełnie przypadkowo nagrany w latach dwudziestych XXI wieku. Pomijając początkowy perkusyjny loop brzmiący jak przyśpieszony perkusyjny wstęp do Scenariusza dla moich sąsiadów zespołu Myslovitz, gdzie chyba obydwie grupy użyły podobnego loopa, oraz specyficzną tematykę oscylującą wokół rodzącej się miłości jako koniokradztwa i późniejszych jej konsekwencji jako odbywania kary w więzieniu. A to wszystko owinięte w fenomenalny podkład muzyczny, tak jak wspomniałem wcześniej, nostalgicznie reprezentujący czasy słusznie minione. Świetna kompozycja, godna przesłuchania, nawet dla samej instrumentalnej części.

Weneryczny upominek, utwór tytułowy z płyty, to dosyć mocna brzmieniowo propozycja, głęboko czerpiąca z dyskotekowej muzyki dance – gatunku, który wiele lat temu ostatecznie przegrał w Polsce z disco polo, a był reprezentowany chociażby przez grupę La Strada. Mamy więc silny, pulsujący bas, wstawki uzyskane przez syntezatory, historie o kliencie domu publicznego i jego przypadłości po powrocie stamtąd. Ale przy tego typu, z dzisiejszego punktu widzenia, „klubowym” rodzaju muzyki tekst nigdy nie był jakiś wyjątkowo erudycyjny – miał być jak najprostszy, powtarzalny i przede wszystkim łatwy w zapamiętaniu. Tu mamy wszystkie te elementy: i muzyczne, i wokalne, jak najbardziej jest to „słuchalne”.

Pod numerem pięć kryje się Cimcirimci time i za tym kawałkiem kryje się dosyć ciekawa historia. Został on bowiem zgłoszony do krajowych preselekcji do konkursu Eurowizji, gdzie piosenka została w pierwszej fazie konkursu dość szybko odrzucona przez organizatora, czyli TVP. W związku z tym wyszedł też utwór Heteroseksual, ostatni na płycie, który jest po prostu ostrzejszą wersją Cimcirimci time, gdyż jest to piosenka nieco ugrzeczniona pod względem tekstu w odróżnieniu od standardowych propozycji duetu. Mamy więc do czynienia z humanoidalnym robotem (czy jak w Heteroseksual wąsatym mężczyzną), który bawi się w klubie, pije alkohol i próbuje podrywać znajdujące się tam kobiety. To dosyć luźna popowa kompozycja, bardziej nakierowana na szerszego odbiorcę aniżeli pozostałe utwory z Wenerycznego upominku, co też przekłada się na jakąś nijakość całości. Ma to zupełnie inny wydźwięk, nieco nieprzystający do całości tego konceptu muzycznego (w moim mniemaniu oczywiście), lecz dobry w kontekście penetracji nowych brzmień, szukania innej muzycznej formy, eksperymentowania z własnym dźwiękiem czy wizerunkiem, a przede wszystkim rozwijaniu własnego projektu i pomysłu na niego.

Następnie jednak wracamy do dobrze znanej formy, czyli Wiosna w burdelu. To opowieść o młodym człowieku odkrywającym blaski, lecz głównie cienie korzystania z usług nocnych dam – a więc mamy do czynienia z klasyczną dla duetu tematyką groteski, prowokacyjnej parodii. Z kolei muzycznie jest dosyć discopolowo, aczkolwiek melodia jest chwytliwa i nieskomplikowana, także nic więcej nie będzie tutaj potrzebne, bo nie ma co „rumakować”. Dzisiaj przyjeżdża ciocia to natomiast świetny przykład tego, jak można współcześnie reinterpretować nieco już zapomniany gatunek znany jako eurobeat, powstały w latach osiemdziesiątych, który obecnie kojarzy się najbardziej z piosenką Deja Vu od Dave’a Rodgersa, często wykorzystywaną w memach. Szybkie tempo, wpadająca w ucho melodia i mocny, pulsujący bas zestawione ze sobą brzmią po prostu świetnie. A to wszystko podlane absurdalną tematyką o młodym podofilu eksplorującym swoją parafilię na bazie pewnej historii spopularyzowanej przez serwis Wykop.

Siwy koń to kolejny przykład wracania przez Braci Figo Fagot do tematyki, w której muzycznie czują się świetnie, czyli do opiewania o przygodnych kontaktach o silnym nacechowaniu erotycznym, tym razem w trakcie wakacyjnego odpoczynku, gdzieś na łonie natury. Nie brakuje też opisów przyrody czy tematyki aborcyjnej wrzuconej gdzieś między wersy zwrotek. Z kolei w tle cały czas przewija się lekko zmodyfikowany motyw muzyczny z refrenu piosenki Enola Gay autorstwa OMD lub też bardziej znanego w Polsce jej discopolowego coveru Gaz Gaz zespołu Big dance.

Numerem dziewięć na płycie jest Reklamówka marzeń, czyli pochwalny dance’owy hymn na cześć alkoholu i jego mitycznych (według autorów utworu) właściwości. Warto tutaj zatrzymać się na solówce na keyboardzie, która jest co najmniej średnia, a przy tym całkiem miła w słuchaniu i jakże pasująca do całości (chociaż dociekliwi znajdą w niej drobne podobieństwa do solówki z innego muzycznego alter ego członka duetu Bartosza Walaszka, czyli Cjalisa i jego piosenki Królową bądź, ja będę Twym Jopkiem).

Za numerem dziesiątym przychodzi jednak totalne zaskoczenie. Bo zamiast kolejnego może lekko schematycznego discopolowego kawałka mamy smutną, minimalistyczną w formę muzyczną, dosyć wulgarną balladę Czy kochałabyś mnie bardziej o tematyce, której możemy się spodziewać w twórczości Braci Figo Fagot, czyli płatnej miłości i jej usługach dodatkowych/udziwnieniach, jakie można mieć za pieniężną dopłatą. Jest to na pewno coś, czego słuchacz się nie spodziewa, aby pomiędzy kolejnymi rytmicznymi „łupankami” był taki bardzo wolny, melancholijny kawałek. Umiejscowienie go jednak w takim miejscu, zamiast bycia pierwszym utworem na płycie (intro) czy ostatnim (outro), powoduje początkową konsternację czy nie mamy już do czynienia z utworem zamykającym płytę, czy takim, który niemiłosiernie wolno się rozkręca. A zanim się rozkręci w pełni, po prostu się kończy, tworząc jakieś poczucie niespójności materiału muzycznego. W moim mniemaniu lepiej by się sprawdziło, gdyby Czy kochałabyś mnie bardziej umieszczono jako utwór zaczynający lub kończący Weneryczny upominek. A tak na chwilę słuchacz zostaje wyciągnięty z pewnej narracji muzycznej prowadzonej przez duet artystów (pomimo warstwy tekstowej pozostającej jednak w zgodzie z ulubioną przez nich tematyką), po czym znów zostaje wtłoczony w jej ciąg dalszy za sprawą Ulanej Uli, kolejnego utworu na płycie. Utworu mocnego brzmieniowo, z energiczną melodią, oscylującego gdzieś wokół rytmu italo disco czy późniejszego eurobeatu. Jest to sprawnie zrealizowany kawałek, dosyć przyjemny w odsłuchu, wpadający od razu w ucho, chyba jeden z lepszych na płycie. Na pewno wart powtórzenia.

Następny utwór na płycie, Chlaj kochana chlaj, jest niejako muzycznym przedłużeniem stylu zaprezentowanego we wcześniejszej Ulanej Uli, który wzbogacony jest w takie gatunkowe elementy muzyki elektronicznej jak hardstyle, co czyni całość czymś, co spokojnie mogłoby się znaleźć w repertuarze legendarnego niemieckiego zespołu Scooter. W każdym razie jest skocznie, rytmicznie i o to chodzi najbardziej. Płytę zamyka Heteroseksual, lecz był on już wspomniany nieco wcześniej, także nie ma sensu znów się rozpisywać o tej kompozycji.

Słowem zakończenia należy podkreślić dosyć szeroki wachlarz gatunków czy stylów muzycznych, po jakie sięgnął duet przy okazji tej płyty i domyślam się, że jest to bardziej z inicjatywy Sir Micha, współproducenta, który już nie raz pokazał, iż mieszanie muzyki z różnych gatunków przynosi ciekawe efekty. Warto też podkreślić fakt, że pomimo pewnej tematycznej powtarzalności, w której Bracia Figo Fagot od początku swojej kariery nieustannie się obracają, to są w stanie niemal zawsze znaleźć jakiś nowy sposób czy kontekst, aby przestawić ją w zupełnie inny sposób. A to znudzenie powtarzalną tematyką nie jest jakieś zbyt częste, co może być też w niektórych momentach spowodowane ubogacaniem swojej muzyki elementami z innych gatunków. Jednak audialna podróż przez Weneryczny upominek jest bardzo intrygująca, niemalże ekscytująca. Przypomina nieco autoodtwarzanie w serwisie YouTube, kolejne utwory są spójne z poprzednimi, nieco się od tych poprzedników jednak różniące detalami (pomijając oczywiście nagłą woltę tematyczną pod postacią Czy kochałabyś mnie bardziej). Całość jest bardzo dobra, ocierając się chyba o najbardziej profesjonalne granie absurdem czy parodią (jeśli można tak to nazwać) i to o wiele lepiej niż te przyległe do twórczości Bartosza Walaszka jego już przysłowiowe 30%. Pozostaje tylko przez chwilę zastanowić się nad doborem nazwy płyty. Otóż możemy go tłumaczyć tym, iż jest to jeden z utworów na płycie o chyba najbardziej chwytliwym tytule. Jednak sądząc po rodzaju twórczości tego duetu i ich podejściu do samych siebie możemy uznać, że ta płyta to taki niezamierzony efekt działań i decyzji, z którymi trzeba będzie się pogodzić i jakoś przetrawić.

Weneryczny upominek – lista utworów

  1. Prz3pi3rdolił3m kupę siana
  2. Małpka bananowa
  3. Koniokrad damskich serc
  4. Weneryczny upominek
  5. Cimcirymci time
  6. Wiosna w burdelu
  7. Dzisiaj przyjeżdża ciocia
  8. Siwy koń
  9. Reklamówka marzeń
  10. Czy kochałabyś mnie bardziej
  11. Ulana Ula
  12. Chlaj kochana chlaj
  13. Heteroseksual


Tekst: Alan Żak

Post dodany: 18 lutego 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno