Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Poezja

2026

Wreszcie

Wreszcie
Gdy po nocnej burzy przyjdzie świt
Pierwszy promień słońca wskaże tam gdzie Ty…
Jesteś?
Biegnę tam choć brakuje sił
By nie żałować nic
Nigdy więcej

Nad bezkresnym, wzburzonym jeziorem

Nie pamiętam
Kiedy ostatni raz
Byłem tak blisko domu
Nie pamiętam
Tylu wspomnień z niego
Które powinienem znać

Jak wrócę do domu
To tylko po to by przegrać
By ostatni raz spojrzeć w te oczy
I zobaczyć w nich strach
W końcu staniemy się podobni
Tak bardzo się różniąc
A wtedy nawet diabły
Uronią ognistą łzę
W swoim chichocie

Będę szukał przyjaznego portu
Nad bezkresnym, wzburzonym jeziorem
I chociaż nigdy go nie znajdę
Wiem, że słusznym było go szukać
Bo tylko tutaj byłem tak blisko nieba
Jak nigdy później
Gdy odchodziłem po spalonej ziemi
Bez woli w to
By wrócić gdziekolwiek

Klasyka westernu

W samo południe
Zamordowałem ciszę
Aby osiąść przez chwilę
By już nie uciekać

Gdzieś na granicy bezgraniczności
Nieba aż po horyzont
Oczekując na stacji
Na Ciebie
W ostatnim pociągu
Który już dawno odjechał
A do którego nie wsiadłaś
Zostawiliście mnie z samymi pytaniami
Które już dawno upchnąłem do szuflady biurka
W którym chowam
Wszystkie moje pożegnalne listy
Zawinięte w stare słowa i wspomnienia
Które tworzą moje życie
Oddalające się ku zachodowi słońca

Widząc z oddali rogate bydło
Bez celu mknące po wyschniętej ziemi
Nie zapuszczę w niej korzeni
Odejdę nim dowiesz się że byłem tuż obok

2025

A koło zwie się diabelskim

I
dali się wpędzić w
Koło rozpędzone
które nie wiadomo gdzie się kręci
ani dokąd się rozpędza
nigdzie
wiadomo jednak że
zapędza się jedynie w swej żałosnej
Spirali myśląc że
progresywnym jest
procesem analizy zdarzeń racjonalnie zintelektualizowanych wniosków empirycznych i wymaganych w
codziennej egzystencji człowiekowi humanistycznie a więc holistycznie wykształconemu
indywidualistycznemu intelektualiście…
Brednie.
mądrości ludzi ślepych wąskością swych nieograniczonych horyzontów
chcą być Wielcy
ale mogą być tylko
Wyżej
i co z tego
że są
Koło toczy się dalej
W Dół
lecz oni nie wiedzą już
gdzie się podziali
a ja jestem
jedną z nich


II
mkniemy więc przed siebie
za siebie
W Koło
W Diabelskim
Młynie
mielimy myśli nurty paradoksy dyskursy hipotezy diagnozy…
Brednie.
mielimy siebie w brudnej papce zatraconego pojęciami semantycznie niejednoznacznymi kręgu
zamiłowania czymś co zwiemy…
postępem
Brednie.
Koło zatacza Koło
pędzimy
W Dół
zagubieni
zmieleni
mądrością
Przeintelektualizowani
Brednie.

Sięgam do korzeni

I
próbuję sięgnąć do korzeni
i tak się w tym zakorzeniowałam
że sięgnęłam po korzenie nie te
złe korzenie groźnie
bo obce nie moje
nie moje, bo ich wszystkich
pomylonych
wszyscy sięgnęli do złych korzeni
sięgam więc ponownie
w nadziei że znajdę te właściwe
i tym razem tak się zakorzeniam
że zakopuję tam w dole jakieś głębsze ja
i zaczynam być korzeniami
które pełne są brudnej ziemi i obrośnięte robakami tamtych korzeni
że też musiały się tak poplątać
jak na złość żeby mnie zmylić
i teraz nie mam już po co sięgnąć
jedynie do korony drzew
ale jestem za niska
i nie dosięgam


II
tak się zakorzeniowałam
że się wykorzeniowałam
nie należę już
ni tu
ni tam
ni nigdzie
nie wiem już do których
sięgać korzeni

Vaterland

Żyj tak aby noc nigdy się nie dowiedziała
Do czego jesteś zdolny
Bo utopi cię w swej opiekuńczej toni
Pośród ludzi wymiotujących słowami
Którzy nigdy nie zrozumieją
Że nie było innego wyjścia by przetrwać
Gdy biegniesz niekończącym się korytarzem
Nie twoich wspomnień
Wszystkie nabyte jak twoje talenty
Bo krocząc spalonym Vaterlandem
Słychać będzie jedynie stukot pustki
Identycznej jaka pozostała
Pośród tych którzy już dawno opuścili to miejsce
Wtedy jak dane Ci było żegnać ów świat
Domów skrytych pomiędzy wirnikami elektrowni
Spojrzeń spotykających się w połowie
Sprzedałeś jutro, a wczoraj sfałszowałeś
By nie mieć nic
Ale zupełnie gdzie indziej
Tam gdzie twoje nic jest o wiele cenniejsze
Niż w Vaterlandzie

W nieznane

Wciąż pamiętam twój wzrok
Gdy widzieliśmy się po raz ostatni
Słowa i czyny nie były w stanie nic już zatrzymać
Wszystko potoczyło się inaczej
Los rzucił mnie tak daleko
Gdzie nikt nie znał mojego imienia
Wędrując na ślepo jak balon
Wypuszczony z ręki nieuważnego dziecka
Błąkam się zbyt długo
By osiągnąć jakieś rozwiązanie
A sny kończą się rzeczywistością
Słoną jak morskie fale jakie przemierzam
Bo nigdy nie będę taki
Jakim chciałaś mnie zapomnieć
Nie mogąc nigdy więcej zawrócić
Zmierzam w nieznane
Ku nieznanemu lądowi…

Turkus jej oczu

Zadajesz mi pytania
O moją przyszłość
Podczas gdy tak naprawdę tkwię
W teraźniejszej przeszłości
Pytasz mnie o moje życie
A ja wiem że z tego tematu jestem nieprzygotowany
Jak uczniowie
Których chciałabyś w przyszłości mieć
Lub nie jestem gotów by wyznać prawdę
Bo chociaż tak naprawdę się nie znamy
Jakby twoje spojrzenie było czymś
Co przypomina mi dobre chwile
To czuję jakbyśmy znali się od lat
Nie mam pewności co będzie dalej
Czy za Tobą nadążę
Bo każdy Twój nowy dzień
Jest w twoich słowach czymś dobrym
By wszystko zmienić na lepsze
Gdy tonę w turkusie twoich oczu
Zaczynam czuć, że jestem coś wart
Przypominają mi wszystkie te miejsca
Których nigdy nie odwiedzę
I pomimo tego jak wiele zwykłych rzeczy nie wiem
To dla Ciebie chcę je poznać
Najsamotniejsza z planet
W końcu na prawidłowej orbicie
Tuląca się do twojego ciepła
Tak długo na to czekałem
Więc pytaj o co chcesz
Bo jesteś nowym lepszym światem
Nawet jeśli nie dla mnie
Utknełaś w mojej głowie
Jak radiowe piosenki
Których nie da się zapomnieć
Zostajesz we mnie
Chociaż Ciebie wygnać nigdy nie zamierzałem
I jeśli to nie wyszukane
To takiego pochodzenia nigdy nie będę się wstydził
Bo tylko z tych sprzeczności mogłem się złożyć
Tak jak historie, których nigdy nie zdążę opowiedzieć Ci
I słowa, które już nie znajdą miejsca w moim gardle
Mam kilka ulubionych piosenek
Którymi nigdy się z Tobą nie podzielę
Bo wtedy zobaczysz
Jak naprawdę jestem słaby
Jak słowa łatwo porywa wiatr
Oddając je innym ludziom
Gdy fatum głośno się śmieje
Bo wciąż uczę się tego
Co chciałbym powiedzieć
Lecz słowa nigdy nie oddadzą tego
Co jest we mnie
Nie mieszcząc się w żadnym zdaniu

Alan Żak, 2025

Powiedz mi

Powiedz mi
Ten ostatni raz
Jak bardzo mnie już nienawidzisz
Wtedy zamknę drzwi
Nie odwracając się
Odejdę tak na zawsze
Byśmy mogli żyć
I znowu być szczęśliwi
Ochronić nas przed tym
Jak bardzo kocham Cię
Gdy po raz ostatni trzymałem cię za dłoń
Mówiłaś że nigdy się już nie spotykamy
I zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć
Zniknęłaś w tłumie obcych twarzy
Chociaż gdy byliśmy razem
To krzywdziliśmy się wzajemnie
Chciałaś byśmy o sobie zapomnieli
Czego nie potrafiłem zrobić
Aby już cię nie ranić
Postanowiłem ustąpić
Bo gdziekolwiek teraz jesteś
Wierzę że jesteś szczęśliwa
Powiedz mi
Ten ostatni raz
Jak bardzo mnie już nienawidzisz
Wtedy zamknę drzwi
Nie odwracając się
Odejdę tak na zawsze
Byśmy mogli żyć
I znowu być szczęśliwi
Ochronić nas przed tym
Jak bardzo kocham Cię
Polne kwiaty w wazonie
Pachną niczym twoje włosy
Twój obraz ciągle tkwi w mojej głowie
Przecież każdy już by zapomniał
Gdy kiedyś przypadkiem cię ujrzałem
Zanim nasze spojrzenia się spotkały
Widziałem że nie jesteś sama
I przy tym pozostańmy
Bo poszłaś dalej

Gdziekolwiek teraz jesteś
Wierzę że jesteś szczęśliwa

Alan Żak,2025

Błękit na bieli

Przed oczami bezkresna biel
Wiem że nie patrzysz, wiem że nie ma Cię Już
Że nie ma Cię już
Nieznane trybunały nie mają ludzkich twarzy
Przed oczami bezkresna biel
Umarłem za szybko, by uratować Cię
Ślady krwi na śniegu
Zawroty głowy
Pamiętam twoje oczy
Teraz tylko bezkresna biel
Ich błękit przyciągnął mnie
Zaraz obudzę się
Ślepcy prowadzą mnie
Droga ta donikąd
Wlecze się
A przed oczami bezkresna biel
Bezkresna biel

Alan Żak,2025

2024

Tak to zostawmy

Ogniska płonące gdzieś na skraju nocnego nieboskłonu
Odganiają mroczną maź ciemnej czeluści
Od przepełnionych pustką marzeń
Tak dobrze rozświetla świat
Tak jest lepiej
Teraz to zauważysz
Widzę stare blizny na nocnej skórze gwiazd
Opuszczone przestrzenie pomiędzy kolejnymi słowami
Gdy trzymam cię za rękę
Czuję twój puls
To wiem że jesteś już gdzieś indziej
Moment w którym już wiem jak straciłem Cię na zawsze
Kiedy nigdy Cię nie było
Chociaż żyję tak jakbyś miała kiedyś wrócić
Światło księżyca
Jak można Cię zdobyć?
I musiało minąć wiele mrugnięć ludzkich oczu
By zrozumieć że tylko niewypowiedziane słowa zostają z człowiekiem na zawsze
Zarówno ze mną jak i Tobą
A teraz patrzę jak mgła otula rogate gołe drzewa
Zastygłe ludzkie pozy
Jeszcze wczoraj przysiągłbym że widziałem tutaj góry
Światła miasta w którym wiem gdzie jesteś
I w którym nigdy się nie spotykamy
Bo ważniejsze było wszystko
Nawet to by wzajemnie się ranić
Niż pierwszy krok
Ku właściwie nie wiadomo czemu
Gdy nawet było wszystko widać
To my nic nie znaleźliśmy
Tak to zostawmy

Alan Żak, 2024