facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Po drugiej stronie lustra – wersja dla dorosłych

Jeśli ktoś zna książkę lub filmy o Alicji w Krainie Czarów, ten wie, że powstała też kontynuacja tej opowieści pod tytułem Alicja po drugiej stronie lustra. W tej XIX-wiecznej opowieści spotykamy dziewczynkę, która trafia do tajemniczego i fascynującego świata. Biedne istoty w reżyserii Giorgosa Lanthimos’a to film, który swoją stylistyką i abstrakcją nawiązuje do jakiegoś innego, może równoległego lub znajdującego się po drugie stronie lustra świata. I też poznajemy dziewczynkę. Tyle że niegrzeczną.

Nawiązanie do Alicji nie jest jedynym, jakie może się pojawić podczas oglądanie tej produkcji. Z pewnością znajdziemy w niej także elementy żywcem wyjęte z klasycznego Frankensteina, inspirację Jokerem Phlipsa, Titanicem Camerona, powieścią W 80 dni dookoła świata Verne’a czy wreszcie Piękną i bestią. W produkcji, która luźno opiera się na książce Alasdaira Gray’a znaleźć można wszystko – od scen szokujących, przez pornograficzne, aż do zabawnych. Powiedziałbym, że jest to film o właściwościach cebuli – zawiera wiele warstw, po dłuższym oglądaniu może wywołać piekący ból oczu, ale posiada też jakieś właściwości odżywcze.

Inny świat

Pozostanę przy nawiązaniu do świata Alicji – akcja Biednych istot również osadzona jest gdzieś w XIX wieku. Świadczyć mogą o tym chociażby świetnie dobrane stroje nawiązujące do epoki wiktoriańskiej oraz scenografia oddająca ducha tamtej Anglii. Nie na próżno dwa z czterech Oscarów przyznane zostały właśnie za scenografię i kostiumy. Mamy też świat pełen abstrakcji, który podglądamy jakby przez wizjer czy dziurkę od klucza. W niektórych scenach praca kamery realizowana jest przez obiektyw typu „rybie oko”, co daje poczucie, jakbyśmy byli podglądaczami, którzy trochę nielegalnie zaglądają, co się dzieje u sąsiada. A dzieje się tam dużo. Po podwórku biegają gęsiopsy (albo psogęsi?), a ekscentryczny naukowiec, noszący adekwatne imię Godwin, dokonuje boskiego cudu zmartwychwstania. Świetna charakteryzacja, która zresztą też została doceniona Oscarem, sprawiła, że Willem Dafoe robi wrażenie człowieka, który rzeczywiście zamieszkuje w swoim zamczysku niczym w innym świecie. Pojawia się też postać dziewczynki, albo właściwie dorosłej kobiety, która została przywrócona do życia po samobójczej śmierci, z mózgiem, który nie jest tak rozwinięty, jak jej ciało. 

Świat, który podglądamy jest do pewnego momentu przestrzenią zamkniętą, ograniczoną, odizolowaną od reszty. Wraz z rozwojem akcji poszerza się i przenika z tym dobrze nam znanym. 

Bella i bestia

Główną bohaterką filmu Lanthimosa jest Bella, dziewczyna, która wcześniej nosiła inne imię, miała męża i spodziewała się dziecka, ale zdecydowała się popełnić samobójstwo. Powiedzieć, że wcielająca się w nią Emma Stone stanęła na wysokości zadania, to nic nie powiedzieć. Ona tę postać stworzyła, obroniła i dzięki niej udało się zachować spójność fabuły, która zdecydowanie do równych nie należy. Występuje w niej bowiem wiele zakrętów i nierówności, które na dłuższą metę zaburzają odbiór filmu. Podstawowym założeniem było bowiem pokazanie emancypacji kobiet, których przedstawicielką stała się Bella. Jej dążenie do poznawania świata, głód wiedzy, chęć do podejmowania nowych wyzwań i bunt przeciwko konwenansom jest bez wątpienia głównym przesłaniem filmu. Emma Stone swoją grą aktorską nie daje pola do jakiejkolwiek krytyki. Jak to jednak bywa z cebulą, pod warstwą pierwszą znajdują się kolejne. 

Niestety, w produkcji Lanthimos’a im głębiej sięgamy, tym robi się gorzej, żeby nie powiedzieć bardzo źle. O ile w Pięknej i Bestii Bella była po prostu piękna, a to Bestii przypisywano najgorsze cechy, o tyle Bella Emmy Stone została zmuszona, by łączyć w sobie jakąś dziwną krzyżówkę cech. Nie wiedzieć do końca czemu, ktoś uznał, że historia zwyczajnej, zdrowej dziewczyny, buntującej się wobec otoczenia, które chce ją włożyć w za ciasne dla niej ramy, i nie dającej sobą sterować żadnemu mężczyźnie, który w epoce wiktoriańskiej miał niezaprzeczalnie bardziej uprzywilejowaną pozycję (choć pamiętajmy, że w tym czasie na tronie zasiadała kobieta) będzie zbyt banalna. Dostajemy więc wariację na temat tego, co by było, gdyby kobieta mająca już w pełni ukształtowane ciało otrzymała mózg „tabula rasa”. Widzimy bohaterkę cierpiącą na dysfunkcje ruchowe, emocjonalne i intelektualne. Sam Godwin nazywa ją „eksperymentem”. Pojawia się tu dość drażliwy, szczególnie w naszym kraju, temat macierzyństwa, aborcji oraz narzucania kobietom, jak mają postępować ze swoim ciałem. Ekscentryczny naukowiec decyduje bowiem za martwą dziewczynę, że przywróci ją do życia, wykorzystując i przeszczepiając jej mózg nienarodzonego dziecka, w ten sposób sprawdzając, jak będzie on się rozwijał i funkcjonował w dojrzałym ciele.

Przywołując z naszego rodzimego ogródka lewicową mądrość, że „żołądź to nie jest dąb, jajko to nie jest kura, a płód i zarodek, i zygota, i zlepek komórek nie jest dzieckiem”, można by się co prawda zastanawiać, czy aby rzeczywiście otrzymała jakikolwiek mózg, jednak podążając za narracją filmową, przyjąć należy, że płód znajdujący się w jej łonie miał już wykształcony mózg. To jednak dopiero początek tej wyboistej drogi do emancypacji. 

Sex is freedom?

Kolejną warstwą, która już wywołuje pierwsze objawy podrażnienia spojówek, jest skojarzenie w parę seksu z emancypacją i wyeksponowanie ich jako głównego elementu filmu. Czy rzeczywiście dążenie do wolności i niezależności jest tak związane z seksem, jak pokazano to na przykładzie Belli? Ostatecznie jej stwórca nie opierał się długo, by, jeśli tak bardzo jej zależy, mogła ruszyć poznawać świat. Pierwsza scena ukazująca, jak Bella z tego korzysta, jest jednak sceną seksu lub cytując samą bohaterkę: „sprawiania sobie szczęścia”. 

Im dalej przesuwamy się w fabule, tym mocniej zarysowuje się obraz Belli jako kobiety nimfomanki. Wątek ten został, w mojej opinii, przeładowany, jakby twórcy pewne niedostatki w scenariuszu czy wręcz brak pomysłu na jego wypełnienie zapychali urywkami rodem z porno i to w dodatku tego nie najwyższej jakości. W pewnym momencie można nawet odnieść wrażenie, że cała walka Belli o wolność i niezależność, walka, która stanowi przesłanie tego filmu dla współczesnych kobiet, sprowadza się tylko i wyłącznie do nieskrępowanego seksu jako źródła przyjemności. Gorzej, że jakby na przypieczętowanie tej tezy, bohaterka mogąc być kim zechce, decyduje się na jakiś czas zostać prostytutką, bo jak sama stwierdza, „potrzebuje pieniędzy i seksu”. To trochę jakby ktoś zaproponował nam, że możemy zażyczyć sobie wszystkiego, na co mamy ochotę, a my wybralibyśmy wycieczkę do szaletu publicznego.

Oczywiście każdy sam podejmuje decyzje i nie kwestionuję tu prawa Belli do tego, że akurat podjęła taką a nie inną. Uważam jednak, że takie poprowadzenie fabuły podważa postulaty o nie traktowaniu kobiet przedmiotowo i postrzeganiu ich przez pryzmat ciała. Bella, jako głos wolnych kobiet, powinna raczej z tym walczyć, a nie wygłaszać tkliwe przemowy w domu męskich uciech o tym, że prostytucja byłaby wspaniała, gdyby tylko kobieta miało prawo wyboru, którego klienta obsłuży. Być może reżyser chciał przez to pokazać, że jeśli kobieta sama decyduje się na prostytucję („własne środki produkcji”, jak mówi Bella), to wszystko jest okey. 

Pominął jednak fakt, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni, zastępując uczucia mechanicznym, pozbawionym emocji aktem, robią sobie krzywdę. Nie wziął też pod uwagę tych kobiet (lub, jak kto woli, sióstr), które jednak zdzierają gardła krzycząc, by patriarchalny świat przestał traktować je jak maszynki do przyjemności. 

Chrzanić konwenanse

Bella poza seksem odkrywa także inne elementy kojarzące się stereotypowo z wolnością. Spacerując po mieście, trafia do baru i zamawia (nieświadomie) kieliszek przezroczystego płynu. Choć bohaterka niedługo wcześniej wyraża przy stole z rozbrajającą szczerością opinię „po co trzymać w ustach coś, co nie smakuje” i wypluwa jedzenie, tym razem nie wypluwa alkoholu, którego przecież, cytując klasyk z naszej rodzimej komedii, „dla przyjemności to nikt nie pije, tylko jako mus”. Trudno powiedzieć czy jest to niekonsekwencja fabularna, czy na siłę chciano pokazać skutki wypicia kilku (kilkunastu?) kieliszków niedobrego acz mocnego trunku, niemniej w efekcie bohaterka doświadcza czym jest trudny poranek po wspaniałym wieczorze. Bella przeszła też inicjację, poznając, czym jest taniec. I tu skojarzył mi się taniec Jokera po pierwszym dokonanym zabójstwie. Jego taniec był symbolem przeistoczenia się w nową postać. Podobnie dzieje się z bohaterką Emmy Stone. Łamiący wszelkie konwenanse taniec jest dla niej momentem przejścia z naiwnej dziewczynki podatnej na sugestie innych w coraz lepiej myślącą kobietę, która zaczyna mieć swoje zdanie.

Mam wrażanie, że film w zamierzeniu Lanthimos’a ma pokazywać, jak krzywdzące i ograniczające nas są konwenanse. Nie bierze chyba jednak poprawki na różnorodność kultur oraz tego, że w każdej są jakieś ograniczenia, co niewątpliwie chroni nas przed, przepraszam za określenie, zdziczeniem. Chociaż ciekawym eksperymentem byłoby zobaczyć, co będzie, gdy zapytamy praktycznie obcą osobę o to, czy z kimś sypia lub jak zareaguje, gdy podzielimy się swoim doświadczeniem smaku tego, co trzymamy w ustach podczas stosunku. A Belli się to zdarzało. Oczywiście tego typu wątki zagwarantowały, że film momentami bawi i staje się swoistą czarną komedią. Postać prawnika Duncana Wedderburna, grana przez Marka Ruffalo, który zabiera Bellę w podróż po świecie, generuje zabawne gagi i dialogi, co pozwala nieco otrzeć te podrażnione oczy. Ich podróż statkiem od razu przywołuje na myśl Jacka i Rose w Titanicu, a odwiedzanie różnych krain podróż dookoła świata, może nawet w 80 dni.

Jednak znowu, na kolejnym wyboju, gubi się gdzieś opowieść o emancypacji i problemach, z jakim kobiety mierzyły się w XIX wieku i mierzą obecnie, a zstępuje ją kpina z konwenansów i to wcale nie tych, które nas naprawdę tłamszą.

Kilka niedociągnięć jest…

Odnosząc się do śródtytułu, aż prosiłoby się zapytać, a gdzie tu są dociągnięcia? Na pewno we wspomnianej już charakteryzacji, scenografii i grze aktorskiej. Fabuła co do zasady też porusza bardzo ważny problem, jakim jest uzurpowanie sobie do kogoś prawa i decydowanie za niego. Częściej z tym zjawiskiem spotykają się kobiety. Niemniej każdy człowiek, niezależnie od płci, powinien mieć wolność wyboru. I o tym, w tym ogólnym wymiarze, opowiadają Biedne istoty. Film pokazuje, jak wyboista jest droga do wolności, szczególnie dla kobiet, jak brudny jest świat oraz jak źli potrafią być ludzie. Niestety nie w każdym aspekcie dopracowany jest scenariusz, który momentami staje w sprzeczności sam ze sobą lub kosztem zasygnalizowania jednego problemu, ignoruje inne lub stwarza nowe. 

Jeśli miałbym ocenić ten film w kategorii wykonania, to został naprawdę dobrze zrobiony. Irytująca, jak dla mnie, była w nim co prawda muzyka, niemniej nie odstawała ona od warstwy wizualnej, synchronizując się z nią, co nie zawsze jest takie oczywiste. Oceniając natomiast stronę merytoryczną, uważam, że można było lepiej wykorzystać potencjał tej opowieści, szczególnie jeśli poświęca się na nią blisko dwie i pół godziny. Jej sens został niestety mocno przesłonięty zbyt silnym, a momentami nawet nachalnym akcentem erotycznym i przez to można by było wysnuć wniosek, że jedyne o co chodzi kobietom w dążeniu do niezależności, samostanowienia oraz równości, to prawo do wolnego seksu, który nie będzie społecznie piętnowany. Gdyby jeszcze dodać do tego, że bohaterka jest przecież mentalnym dzieckiem, historia już całkowicie mętnieje i właściwie nie wiadomo kto, o co i po co walczy. Film jednak z całą pewnością budzi emocje i prowokuje do dyskusji, a więc swoje zadnie spełnia i każdy powinien przynajmniej spróbować się z nim zmierzyć – zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Byle nie dzieci…

Tekst: Dawid Hornik

Post dodany: 23 kwietnia 2026

Tagi dla tego posta:

Biedne istoty   Dawid Hornik   Emma Stone   film   kino   Oscar   Poor Things   recenzja   Yórgos Lánthimos  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno