‘’Świat się kończy” – mówi moja mama, podsumowując obejrzany dziennik informacyjny, reszta rodziny jej przytakuje. Na moim dc na tik-toku widzę lawinę filmików związanych z obecną wojną na bliskim wschodzie, jedne starają się być poważne, kolejne to satyra i czarny humor – infotainment’owa dziura bez dna. Ta sama dziura czeka na to aż do niej wpadnę na Instagramie i YouTube. Nawet jeśli przed nimi uciekam, ostatecznie i tak ktoś ze znajomych wyśle mi filmik dotyczący konfliktu, często z dodatkowym pytaniem „Czy już się pakować?”
Czy mam panikować?
Raczej gdybyśmy zobaczyli nagłówek „Iran – BOMBA ATOMOWA” klikniemy w niego szybciej niż w tytuł „Podsumowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie”. Nie będę się wywyższać i udawać, że na mnie ta moralnie niepoprawna perswazja by nie zadziałała. Nawet jeśli tytuł wygląda na oczywisty fake, to ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a przebywając w internecie często tymi schodami chodzę. I tym oto sposobem również zasilam algorytm, który będzie wybijał taki tytuł na pierwsze strony, nie tylko strony internetowej danego portalu internetowego, ale całej wyszukiwarki. Oznacza to, że nawet największy fan „Pudelka”, który nie interesuje się polityką, zobaczy i bardzo prawdopodobne, że kliknie w link do artykułu, nabije jeszcze większych wyświetleń stronie redakcji i sprawi, że reklamy które zamknie po drodze, będą drogie – to przekłada się finalnie na większy zysk pieniężny osób odpowiedzialnych na opublikowane treści. Brawo, właśnie zapoznaliśmy się z systemem, który przyprawia naszych dziadków o zawał serca. Cała przyczyna zjawiska „click-bait” to wręcz dramatyczna walka o kliknięcia, wyświetlenia – krótko mówiąc popularność danego materiału informacyjnego. Strona „Polskie Badania Internetu” w raporcie „Polski internet w Q4 2025” autorstwa Moniki Góralskiej podaje, że w czwartym kwartale 2025 roku, z internetem łączyło się około 27 mln Polaków dziennie! Daje to serwisom absolutnie potężną bazę potencjalnych odbiorców. Wg Centrum Badania Opinii Społecznej Polacy w 37% informacje o kraju i telewizji biorą z internetu. Jest to drugi najwyższy wynik, pierwsza wciąż jest telewizja. Widząc te dane widzimy, że potencjalnych odbiorców jest, upraszczając, dużo. Dużo jest również innych serwisów informacyjnych, które będą między sobą walczyć o uwagę internauty. O ile taka konkurencja jest nawet w pewnym sensie zdrowa, pomijając pewne nieuczciwe zagrywki – to właśnie duża ilość serwisów i dziennikarzy jest wyznacznikiem wolności słowa w danym państwie. Nie wspominając już o tym, że naturalnym w naszym systemie jest to, iż producent zabiega o klienta, w tym przypadku „producent informacji”. Mniej uczciwe, a w zasadzie należy powiedzieć stanowczo, że wręcz ocierające się o plagiat są modele AI, które kradną informacje bez podawania źródeł. Problem dotyczy wszystkich botów AI, w tym też szybkiego skrótu informacji od Google, który sprawił, że ludzie już nie wchodzą w strony internetowe redakcji, tylko czytają szybkie sprawozdanie od AI. To przekłada się znowu na desperacje platform informacyjnych, które, chcąc konkurować z AI, uciekają się coraz częściej do „click-baitów”.
W podsumowaniu rodem z AI – Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. To chęć zysku powoduje mrożące krew w żyłach fake’owe nagłówki, które osoby nie zainteresowane szczegółowo danym problemem, po prostu oszukują i grają na ich emocjach. I tych osób jest sporo, zresztą nikt nie śledzi codziennie wiadomości z Bliskiego Wschodu, ani Ukrainy, ani jakiejkolwiek innej strefy zapalnej, najważniejsze informacje docierają, ale po szczegóły trzeba już sięgnąć samemu. Oprócz śledzenia sytuacji wiadomości na bieżąco, aby zrozumieć pewne mechanizmy trzeba znać kontekst z przeszłości co już prawie w ogóle nie jest praktykowane przez przeciętnego Kowalskiego. Tak więc jesteśmy potem świadkami wykupowania ton makaronu i papieru toaletowego przez Polaków, wraz z pojawieniem się jakiegokolwiek kryzysu na świecie. Panika pojawia się natychmiastowo. Mechanizm jest prosty, problemem jest to, że żeruje on na naszych najsilniejszych emocjach, w szczególności lęku, co powoduje, że koniec końców wszyscy jako tłum ulegamy krzykliwym nagłówkom w jakiś sposób.
Czy mam zgłębiać każdy „gorący” temat?
W zasadzie – tak, tak było by najlepiej. To właśnie nabyta wiedza pozwala później na surowy osąd sytuacji i mimo pozorów zmniejsza poczucie lęku. Dotyczy to szczególnie tematów związanych z wojnami i innymi konfliktami. Spotkałam się z opinią, że o takich negatywnych tematach ludziom „aż nie chce się czytać” lub z przesądami, że rozmawianie, czy nawet samo czytanie o wojnie ją może do nas sprowadzić. Tak jak przesąd to absolutna bzdura, to przeciążenie negatywnymi wiadomościami może prowadzić do obniżenia nastroju i poczucia bezradności. Nie każe teraz każdemu czytać codziennie sprawozdania z frontu, chodzi mi o coś znacznie realniejszego. Świadomość ZMNIEJSZA poczucie lęku, same jego nazwanie już pomaga w walce z nim. Na portalu Total Medic Kamila Cerowska w artykule „Czy lęk można pokonać na zawsze? Jak radzić sobie z objawami nerwicy w tym nerwicy lękowej” Realne zainteresowanie się problemem, który wywołuje u nas gęsią skórkę, pozwoli nam przejść z trybu paniki do trybu racjonalnego działania. Bo to często brak wiedzy co nam grozi szkodzi bardziej niż ta wiedza. Przebieg konfliktów w poszczególnych regionach często wygląda podobnie, i ma na Europę względnie taki sam wpływ. To samo będzie dotyczyć innych kryzysów i nagłych wypadków. Naprawdę apeluje o to, aby nie uciekać przed nawet najtrudniejszym tematami, korzystajmy z tego, że mamy tak łatwy dostęp do informacji, historii etc. Nie bójmy się dowiadywać o niebezpieczeństwa, które nam grożą, bo wbrew przesądowi to ich nie przyciągnie, a wręcz pozwoli nam ich uniknąć, bądź ewentualnie będziemy na nie lepiej przygotowani. Bądźmy świadomymi ludźmi, bo wyedukowane społeczeństwo to też niższe ryzyko rozprzestrzeniania fałszywych informacji, co za tym idzie łatwiej uniknąć zbiorowej paniki. Myślę, że marzeniem każdego pracownika Biedronki jest nie musieć podpierać szturmu na papier toaletowy za każdym razem gdy coś się wydarzy na świecie.
A gdzie mam szukać informacji?
Cóż, na pewno jeśli ograniczamy się do social mediów, warto zmienić ten nawyk. Social media i tabloidy są nastawione (w większości oczywiście) na sensacje. Sensacja + ważny temat = popularność, taki prosty wzór przynosi najlepsze zasięgi, a za tym pieniądze. W przypadku gdy czujemy niepokój, tylko myśląc o jakimś problemie najlepiej będzie nam wybrać/obejrzeć/przeczytać materiał od profesjonalnej redakcji. Często w przypadku kryzysów największe serwisy informacyjne uruchomiają relacje na żywo. Oprócz tego polecam zapoznać się z tłem informacji, czyli nie ograniczymy się do informatyki, publicystyka też jest istotna – tylko jakościowa publicystyka, to też istotne. W internecie możemy znaleźć wiele podcastów z opiniami ekspertów w danych dziedzinach, potem w tych materiałach oni często odsyłają do innych materiałów, z których możemy czerpać wiedzę. Reportaże, szczególnie te w formie video, są warte do zapoznania się, ponieważ, w odróżnieniu od suchych informacji, one pomagają ponownie poczuć empatię wobec cierpiących w danym kryzysie. Dodatkowo, jeśli zna się jakiś obcy język lub jeśli ma się nawet opcje tłumacza w przeglądarce, należałoby zapoznać się z artykułami z zagranicy. Nie dość, że obcojęzyczne redakcje takie jak np: Reuters są niemal synonimem rzetelnych informacji to jeszcze zapoznanie się z opinią z innej perspektywy poszerza nasze horyzonty. To również zagraniczne serwisy informacyjne częściej wysyłają reporterów w miejsce zdarzenia, przykładem jest brytyjskie BBC lub choćby amerykańskie CNN.
Nigdy nie polegaj tylko na jednym źródle – nigdy. Trzy Źródła to absolutne minimum z minimum. Nie dość, że ponownie pomaga to uniknąć fake newsów, to jeszcze ułatwia utrzymanie obiektywizmu w przekazie, a przez to nam wyrobić opinie. Prędzej czy później każdy znajdzie swój ulubiony portal informacyjny, lub ulubionego dziennikarza, lecz niech ta sympatia nie sprawia by już nie weryfikować otrzymanych informacji. Szczególnie, że obecnie weryfikacja to nie wielogodzinny research – tylko przeczytanie paru artykułów więcej.
Czy to już koniec świata?
Myślę, że powinno to pozostać pytaniem retorycznym. Niestety żaden dziennikarz nie przewidzi nam przyszłości, nawet jeśli tytuł jego artykułu jest sugestywny. Jestem przekonana, że świadomość na temat otaczającego nas świata i wiedza na temat tego, co się obecnie dzieje jest jedną z najsilniejszych broni jaką my, jako szarzy obywatele możemy mieć. Nie uciekajmy więc od tego, satyryczne filmiki na tik toku nie dostarczą nam wystarczającej wiedzy, tak samo jak 4 minutowy serwis w radiu o pełnej godzinie. Źródła, do których mamy dostęp są naprawdę dobre, oczywiście jeśli wiemy po jakie sięgać – a zalecam sięgać po wiele, potem je porównywać i konfrontować. Nie bójmy się potem dyskutować o danych sytuacjach, nie bójmy się zadawać trudnych pytań, nie bójmy się chcieć wiedzieć! To jest nasze podstawowe prawo, korzystajmy z niego. I już na koniec, apeluje – nie bądźmy obojętni.
Źródła wykorzystane:
– https://pbi.org.pl/informacje-prasowe/polski-internet-w-iv-kwartale-2025-r/
– https://www.totalmedic.pl/czy-lek-mozna-pokonac-na-zawsze-jak-radzic-sobie-z-objawami-nerwicy-w-tym-nerwicy-lekowej/
Tekst: Natalia Kwiecińska