Niekiedy pewne utwory dosyć niespodziewanie wracają do głowy słuchacza, często w bardzo nietypowym momencie, przez zupełny przypadek lub przysłowiową iskrę przypominającą mu to nieco zapomniane dzieło. Chociaż często na tym się kończy, to bywa i tak, że przeradza się to w przesłuchanie całego albumu, z którego ów utwór się wywodził. I tak było u mnie tym razem.
Utworem, który wypadł mi z którejś nieco już zakurzonej i zapomnianej muzycznej „szufladki w głowie” był Noa autorstwa Japończyka Yunosuke Senoo, posługującego się artystycznym pseudonimem Lycoriscoris. Wydana w 2018 piosenka znalazła się na płycie Flight nakładem, kultowego w niektórych kręgach, muzycznego wydawnictwa Anjunadeep. Na płycie znajdziemy 8 kompozycji łączących w sobie ambient, organic house, downtempo, a także subtelną, nieco eksperymentalną elektronikę inspirowaną samotnością w wydaniu miejskim, jak i tej ze świata natury. Nie znajdziemy tutaj żadnych przepełnionych epickim, pompatycznym rozmachem piosenek, przełamujących gatunkowe bariery współprac, a wręcz przeciwnie: wszystko jest ukazane poprzez subtelność, melancholię oraz bardzo kruchą, niemalże filmową atmosferę. A co sprawiło, iż wydany ponad 8 lat temu utwór przyszedł mi do głowy? Cóż, trudno powiedzieć, lecz warto było go sobie przypomnieć wraz z całym albumem, za którym stał.
Album otwiera kompozycja o tytule Kite. Jest to niesamowicie ulotna kompozycja, tak jak wskazywałby na to jej tytuł. Bardzo prosta i nienarzucająca się, przesiąknięta już od pierwszych nut melancholią, przypominającą o czymś, co przed wieloma latami straciliśmy. W sposób niemalże magiczny zaprasza do odsłuchu reszty materiału muzycznego, wiele obiecując, skoro już jej intro jest w stanie tak oddziaływać na słuchaczów.
Następnym utworem jest chyba najlepszy na płycie, tytułowy Flight. Lycoriscoris tworzy muzykę niezwykle przestrzenną i szczegółową, pełną drobnych szmerów, ambientowych pogłosów i organicznych melodii. To wszystko właśnie usłyszymy w tym utworze. Już na wstępie otula nas niesamowicie intrygujący, wręcz kryształowy, wysoki ton pianina, wzmocniony jeszcze nałożonym na niego efektem „wielokrotnych ech”, co wypełnia puste przestrzenie pomiędzy kolejnymi dźwiękami. Warta wspomnienia jest też smyczkowa partia Flight. Dodaje „oddechu” do kompozycji i melodyjnej świeżości, doskonale oddając charakter całego albumu. Jest delikatnie, lekko oraz introspektywnie; daje poczucie unoszenia się, tytułowego lotu odrywającego chwilowo od rzeczywistości. W utworze możemy usłyszeć inspiracje ambientem, a także downtempo, lecz zamiast gatunkowych schematów mamy tutaj ścieżkę dźwiękową do nocnej podróży w samotności, najpiękniejszą, gdy tylko wsłuchamy się w nią w ciszy i skupieniu.
Kolejny na trackliście jest Far, który kontynuuje melancholijną i przestrzenną stronę twórczości Lycoriscoris. Utwór opiera się na subtelnie pulsującym rytmie i delikatnych, ambientowych tłach, które tworzą świetny podkład pod obserwacje codzienności wokół nas. Kompozycja jest bardzo oszczędna, ale właśnie dzięki temu działa tak sugestywnie emocjonalnie. To jeden z tych utworów, które bardziej się odczuwa, niż analizuje.
Stella natomiast wnosi do albumu nieco więcej światła i lekkości, zachowując jednocześnie nieco nostalgii. Miękkie syntezatory oraz delikatne melodie tworzą specyficzny, dosyć oniryczny klimat, przypominający spokojny sen lub odległe wspomnienie. Całość rozwija się płynnie, bez jakiś gwałtownych zmian, dzięki czemu słucha się go niezwykle naturalnie. To jedna z najbardziej eterycznych kompozycji na płycie.
Produkcją nieco bardziej rytmiczną i dynamiczną jest Escape. W dalszym ciągu mamy tutaj do czynienia ze spokojną elektroniką, lecz pod nią kryje się wyraźne poczucie niepokoju emocjonalnego. Balansuje gdzieś pomiędzy melancholią a bardzo delikatnym poczuciem nadziei.
Echo to jeden z najbardziej minimalistycznych „momentów” na albumie. Kompozycja bazuje głównie na atmosferze, drobnych detalach dźwiękowych i przestrzeni pomiędzy kolejnymi warstwami instrumentów. Utwór ma w sobie coś niezwykle intymnego i wyciszającego, niemal medytacyjnego. To muzyka, która najlepiej działa podczas samotnego słuchania w pełnym skupieniu.
Przedostatni utwór na albumie to wspomniane już wcześniej Noa, wyróżnia się bardziej ciepłym brzmieniem i odniesieniami do muzyki spod znaku organic house, tworząc poczucie czegoś na kształt nostalgicznego spokoju. Warty podkreślenia jest powracający w tym utworze motyw sekwencji kilku dźwięków fortepianowych, nadających mu nieco bardziej emocjonalny charakter przy pomocy bardzo oszczędnych środków.
Album zamyka Blue, jedna z bardziej melancholijnych kompozycji na płycie. Utwór powoli otacza słuchacza spokojnymi syntezatorami i delikatnym rytmem, tworząc atmosferę smutku podszytego pogodzeniem się z rzeczywistością. Nie ma tu dramatycznych kulminacji, a emocje budowane są subtelnie, niemal szeptem. To bardzo filmowy i refleksyjny finał muzycznej podróży, jakim jest w całości Flight.
Już od początkowych nut albumu Flight słychać, że jego autor bardziej niż rytmem interesuje się „emocjonalną teksturą dźwięku”. Kolejne utwory płyną spokojnie, niemal hipnotycznie, tworząc wrażenie nocnej podróży przez bliżej nieokreślone neonowe miasto, oglądane zza szyby równie bliżej nieokreślonego pojazdu. Utwory takie jak Far czy Blue brzmią wręcz jak muzyczne wspomnienia, są ulotne, delikatne i niepokojąco intymne. Jednocześnie Flight nigdy nie popada w pretensjonalność, a jego melancholia jest naturalna i szczera. To album idealny na samotne wieczory, długie spacery albo momenty wyciszenia. Nie jest to muzyka nastawiona na natychmiastowy efekt, bo album Flight działa powoli, ale zostaje w głowie na długo. W świecie elektroniki coraz częściej podporządkowanej algorytmom i klubowej funkcjonalności, Yunosuke Senoo aka Lycoriscoris stworzył dzieło niezwykle ludzkie, ciepłe i introspektywne; mały wycinek jego prywatnego muzycznego świata, którym podzielił się ze słuchaczami.
Tekst: Alan Żak
