Hollywoodzkie kino akcji przyzwyczaiło do widowiskowości aktów przemocy. Do dzielnych bohaterów w pojedynkę radzących sobie z setkami przeciwników przy akompaniamencie wybuchów i kraks samochodowych. Bohaterów, jak i antagonistów dokonujących różnorakich aktów przemocy, często zwyczajnie nierealistycznych w niefilmowym, szarym, prawdziwym świecie. Czasami jednak w Hollywoodzkiej fabryce marzeń pojawia się propozycja podchodząca do tej tematyki w zupełnie inny sposób.
W 2008 roku premierę ma To nie jest kraj dla starych ludzi w reżyserii braci Joela i Ethana Coenów, będący ekranizacją powieści Cormaca McCarthy’ego o tym samym tytule. Ten określany jako neowestern film zdobył między innymi cztery Oscary, w tym za najlepszy film czy najlepszy scenariusz adaptowany. Opowiada on historię Llewelyna Mossa (w tej roli Josh Brolin), który podczas polowania w pasie granicznym pomiędzy USA a Meksykiem znajduje pozostałości po nieudanej transakcji handlowej pomiędzy dwoma gangami, czyli rozbite samochody, martwych lub dogorywających gangsterów oraz przedmioty owej transakcji: heroinę i walizkę z dwoma milionami dolarów, którą to gotówkę postanawia przywłaszczyć. I tutaj mogłaby się zakończyć cała akcja, bo pewnie nikt nigdy by się nie dowiedział, kto zniknął z pieniędzmi, lecz w jakimś samarytańskim odruchu bohater postanawia wrócić w to miejsce, aby przynieść wodę jednemu z dogorywających gangsterów, czym ściąga na siebie pościg meksykańskiej mafii oraz zawodowego zabójcę Antona Chigurha (Javier Bardem).
W kontekście tego filmu warto się przyjrzeć podejściu do ukazywania ekranowej przemocy. Otóż nie jest ona przedstawiana jako jakiś spektakl czy w sposób nadmiernie widowiskowy. Jest ona ukazywana jako rodzaj zimnej zwyczajności, pozbawiona hollywoodzkiej estetyzacji. W scenach przemocy nie uświadczymy muzyki, slow motion czy innych montażowych sztuczek. Mają one być szybkie, ciche, pozbawione komentarza, a nawet wyrywające z zanurzenia w klimacie produkcji. Dobrym przykładem jest tutaj używanie przez Chigurha broni pneumatycznej w postaci pistoletu do ogłuszania bydła do likwidacji ludzi, sprowadzające ten akt do niemal mechanicznej, przemysłowej i bezrefleksyjnej prozaicznej czynności. W tym filmowym uniwersum przemoc jest czymś na kształt naturalnej właściwości świata, jest czymś realistycznie niepokojącym, co nie nagradza ani nie zapewnia katharsis. Zresztą sam finał filmu, kulminacja losów Llewelyna Mossa i brak ukarania zła nie jest kolejną hollywoodzką widowiskową kalką, jest wręcz przeciwnie, czymś, co niewyobrażalnie pasuje do gorzkiego, końcowego wydźwięku tego neowesternu.
Jednym z intrygujących aspektów filmu To nie jest kraj dla starych ludzi jest sposób, w jaki budowane jest napięcie: poprzez takie elementy jak cisza, dźwięk czy przestrzeń. Minimalistyczne rozporządzanie muzyką, filmowym dźwiękiem powoduje wyczekiwanie widza na każdy, jakikolwiek dźwięk będący niebywale znaczącym, wytrąca go z nawet najmniejszej strefy komfortu w oczekiwaniu na cokolwiek. Przy pomocy spokojnych, długich ujęć w dosyć pustych przestrzeniach zwiększa się poczucie zagrożenia oraz nieuchronności zdarzeń u widza, będąc jednocześnie czymś zaprzeczającym widowiskowości ładunku przemocy w swoim przekazie. Równie ciekawym elementem filmu jest próba zrównania czegoś tak oczywistego w życiu jak przemoc z losowością zdarzeń, na przykład poprzez pojawiającą się w rękach Chigurha monetę. Jest ona używana do zdecydowania, czy danej osobie, przypadkowo pojawiającej się na drodze tego mordercy należy wyrządzić krzywdę, czy los jednak tym razem oszczędzi danego nieszczęśnika. W ten sposób podkreślana jest losowość, przypadkowość przeznaczenia, czy jakieś odbieranie odpowiedzialności sprawcy danego czynu.
Film To nie jest kraj dla starych ludzi jest świetnym przykładem dzieła filmowego, w którym przemoc nie jest estetyzowana, lecz pełni funkcję egzystencjalną, a co chyba najważniejsze nie prowadzi do klasycznego katharsis. Jednocześnie destabilizuje moralne centrum opowieści, ukazując przypadkowość wraz z chłodną logiką świata. Na zakończenie wypada też wspomnieć o pokazywaniu przez film tego, jak przemoc oddziałuje na osoby, które ją obserwują lub z nią żyją. Widać to zwłaszcza w postaci szeryfa Bella (Tommy Lee Jones), tropiącego Chigurha, który nie rozumie współczesnej, niemalże bezsensownej brutalności, a jego końcowe przemyślenia wraz z wycofaniem się z zawodu są symbolicznym przyznaniem się do klęski dawnego, moralnego porządku względem nowego, niemoralnego świata.
Autor: Alan Żak