facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Demokracja dla seniorów. Czyli dlaczego partie nie potrzebują młodych wyborców.

Mówi się, że wybory w państwach demokratycznych to święto. Każdy obywatel może podejść do urny i oddać swój głos, który ma taką samą siłę, niezależnie od płci, statusu materialnego czy poziomu edukacji. To samo tyczy się wieku głosującego, ale czy na pewno tak jest?

Nie da się ukryć, że żyjemy w starzejącym się społeczeństwie, aktualnie na każdą kobietę przypada 1.1 dziecka (do zastępowalności pokoleniowej współczynnik ten powinien wynosić 2.1). Oznacza to, że w połowie wieku XXI liczba Polaków może zmniejszyć się do około 30 milionów. W tym aspekcie Polska nie jest wyjątkowa w skali Europy, choć wyróżnia się  jedną z najgorszych prognoz. Oczywiście zmiany te znacząco wpłyną na każdego Europejczyka, od wydolności systemu emerytalnego po rynek pracy, co wpłynie na ogólną jakość życia. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków tego stanu rzeczy, nie wiemy też jak rządy poradzą sobie z tym precedensem. Jednak nie trzeba wybiegać tak daleko w przyszłość, żeby zobaczyć jak proces ten wpływa na podstawowe zasady działania demokratycznego państwa. 

W I turze wyborów prezydenckich ubiegłego roku wzięło udział 67,31% Polaków. Najchętniej głos oddawali wyborcy w wieku 50-59 (74.5%), drugą grupą byli najmłodsi, 18-29 lat (72,8%), z kolei najrzadziej przy urnach pojawiali się najstarsi wyborcy w wieku 60 plus (59,3%). W przeliczeniu na procenty nie widać żadnego problemu, młodzi rwą się do zmiany, chcą mieć wpływ na to jak działa i jakie decyzje są podejmowane w ich państwie. Jednak odbiór tych liczb jest zgoła inny, kiedy procenty zamienimy na realnych wyborców. Patrząc kolejno na grupy wiekowe, 50-59 – 3,5 miliona, 18-29 – 3,3 miliona oraz statystycznie najmniej aktywna grupa 60 plus – 5,9 miliona wyborców. Z tych liczb wynika, że nawet połączone, dwie najbardziej aktywne grupy wiekowe nie przekraczają ilością oddanych głosów grupy najmniej aktywnej! Wynika to oczywiście z faktu, że grupa 60 plus jest najliczniejsza, z kolei 18-29 mieści w sobie najmniej wyborców. Trend ten będzie się utrzymywał, może nawet być jeszcze bardziej niekorzystny dla młodych. 

Demograficzna przewaga przekłada się bezpośrednio na strategie programowe partii politycznych. Można powiedzieć, że kultowym okazało się “100 konkretów na 100 dni” rządu Donalda Tuska. Była to propozycja Koalicji Obywatelskiej na zmiany, które należy przeprowadzić w państwie Polskim jak najszybciej. Wśród nich stricte odnoszących się do młodych wyborców pojawiło się około pięciu do dziesięciu propozycji (w zależności jakie kryteria przyjmuje się przy potrzebach najmłodszych). Choć nawet bez szczególnego analizowania, można pokusić się o tezę, że starsi i najstarsi wyborcy zostali potraktowani jako target programu. Ewentualnie mniej radykalnie, przy tworzeniu programu strefy, które bezpośrednio odnoszą się do młodych zostały odsunięte na dalszy plan. W dzisiejszej opozycji, a zarazem poprzedniemu rządowi można zarzucić podobne kwestie. Renta wdowia, trzynasta i czternasta emerytura, cofnięcie reform wieku emerytalnego.

Jak więc widać polskie partie “głównego nurtu” swój program wyborczy kierują w głównej mierze do ludzi starszych i starzejących się. Czy jest to jednak coś dziwnego? Kompletnie nie. Bytowanie polityków zależy od ilości oddanych na nich głosów, a w Polsce najwięcej głosów można zgarnąć właśnie w grupie najstarszych, a liczba ta będzie tylko rosnąć. Mówiąc jeszcze prościej, partiom, które chcą liczyć się w grze o najwyższe stołki nie opłaca się zabiegać o głosy najmłodszych. Dodatkowo, mogą bronić się tym, że w ostateczności każdego z nas będą dotykać polityki wdrażane dla starszych, bowiem wszyscy w pewnym momencie życia będziemy należeć do tej grupy. Grupa najmłodsza charakteryzuje się też największą różnorodnością w oddanych przez siebie głosach. Dla przykładu, przywołując wybory parlamentarne z 2023 roku można zauważyć, że wyborcy w przedziale 18-29 oddali głosy w następujący sposób: KO – 27,8% , TD i Lewica po 17,5%, Konfederacja – 16,9% i PiS – 14,7%. Dla kontrastu grupa 60 plus: PiS – 53,2%, PO – 31%, TD – 7,8% i Lewica – 5,2%. Z tych liczb można wyciągnąć prosty wniosek – młodzi są bardziej nieprzewidywalni, a ich światopoglądy na tyle rozbieżne, że trudno ich zagospodarować. Z kolei seniorzy są lojalni i gwarantują więcej oddanych głosów. Inwestycja w tę grupę wyborców jest po prostu bardziej opłacalna, nie ma więc potrzeby na otwieranie zbyt dużej lokaty w młodym elektoracie. 

Publicystycznie można byłoby nazwać opisywane wyżej zjawiska gerontokracją. A więc formą rządów, w której władzę sprawuje rada starców. Byłoby to jednak srogie nadużycie. Bowiem gerontokracja zakłada celowe i systemowe wykluczenie z życia politycznego innych grup wiekowych. Jak już jednak zdiagnozowaliśmy, tutaj jest to proces naturalny następujący z trendów, które trudno jest naprawić. Jednak problem ten jest realny i wpływa na ogólne doświadczenia w życiu społecznym najmłodszych wyborców. 

Postawienie diagnozy jest proste, czy jednak da się zaradzić temu schorzeniu? Po części można się ich doszukiwać w innych państwach z podobnymi problemami. I tak dla przykładu w Walii został powołany komisarz ds. przyszłych pokoleń. Jego głównym założeniem jest dbanie o to, aby polityki wdrażane przez rząd leżały w interesie najmłodszych, a nawet jeszcze tych nienarodzonych. W założeniu takie rozwiązanie jest genialne i w pewien sposób odpowiada na wcześniej przedstawione problemy, bowiem nawet jeśli reprezentacja młodych jest słabsza, komisarz ma za zadanie dbać o ich interesy. Dodatkowo rozwiązuje kwestie krótkowzroczności rządzących i zapobiega działaniom, które nie mają za zadanie zapewnienia dobrobytu dla ogółu, a jedynie wygranie kolejnych wyborów. Zdecydowanie pomaga w tym fakt, że komisarz jest podmiotem całkowicie niezależnym od rządu. Następnym rozwiązaniem mogłoby być obniżenie wieku wyborczego. Jest to pomysł, który został już wdrożony w kilku państwach Europy takich jak Austria, Malta, czy Belgia w wyborach do PE. Osoby w wieku 16 i 17 lat często są już zaangażowane politycznie w różne grupy aktywizacji społecznej lub młodzieżowe partie polityczne. Takie rozwiązanie zwiększyłoby elektorat i reprezentacje młodych. Kolejnym ciekawym pomysłem jest większa aktywizacja młodych stricte w polityce. Mianowicie powstanie parytetu wieku na listach wyborczych. Taki pomysł zakładałby, aby jakiś procent wszystkich kandydujących osób składał się z polityków młodych, chociażby nie przekraczających 35 roku życia. Takie rozwiązanie dawałoby szansę, przedstawicielom młodszego pokolenia reprezentacji w parlamencie. Gwarantowałoby również otwarcie się przestrzeni związanych z władzą na osoby dorastające w innym już systemie, z nowymi pomysłami i spojrzeniem na świat. 

Polityka to dziedzina życia, która dotyka każdego obywatela, nawet tego, który twierdzi, że się nią nie interesuje. W środowisku, w którym partie polityczne walczą o wpływy dla samej władzy najsilniejsza będzie grupa najbardziej reprezentatywna. W społeczeństwie starzejącym się oznacza to, że problemy młodych będą marginalizowane, nie ze złośliwości, ale ze względu na rachunek zysków i strat. Polityka dla młodych nie powinna być jedynie sloganem, ale realnym zobowiązaniem, które może wpływać na losy państwa. Bo to właśnie młodzi będą borykać się z konsekwencjami dzisiejszymi decyzji najdłużej.

Tekst: Paweł Swadźba

Źródła:

https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/kryzys-demograficzny-wspolczynnik-dzietnosci-w-polsce-nadal-spada-st8769327

Post dodany: 15 maja 2026

Tagi dla tego posta:

demografia   Demokracja   Paweł Swadźba   polityka   publicystyka   seniorzy   społeczeństwo   wyborcy   wybory  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno