facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

„Lahn Mah” i „Żegnaj, June” – podziały czy pojednania?

Zimowe przerwy od zajęć, ten wyczekiwany czas bez sprawozdań i zaliczeń, otulony białym śniegiem i mrozem przyniósł mi znaczącą modyfikację codziennego planu dnia: wieczorne oglądanie filmów. Choć może wydawać się to przyziemne, dla mnie było czymś nowym, ponieważ późną porą pracuję lub padam na łóżko zmęczona i wypełniona stresującymi myślami o obowiązkach czekających na mnie w kolejnym dniu. Nie pozwalam sobie rozbudzać i rozpraszać się, oglądając filmy czy seriale; ba!, doszłam w tym do takiej perfekcji, że zazwyczaj nie mam na nie ochoty, męczą mnie i przebodźcowują. Wypatrywałam ulgi, jaką przyniesie mi parę tygodni wolnego, a tymczasem, gdy nadeszły szybciej, niż myślałam, był we mnie wciąż bezsłowny stres, napięcie niepozwalające oddać się w błogie ramiona letargu. Tym samym, aby uciec od myśli w inny świat, na który wreszcie miałam trochę przestrzeni, zaczęłam oglądać filmy.

Postanowiłam napisać tu o dwóch, które wcale nie poruszyły mnie najmocniej ani nie zostały moimi nowymi ulubieńcami. Skłania mnie do tego jednak zaskoczenie, jakie odczułam, zauważając ich (zdaje się nieintencjonalne) podobieństwa tematyki i scenariusza oraz powracające myśli i obrazy, z jakimi mnie zostawiły. Pozwalam sobie jednocześnie na zdradzenie wielu elementów fabuły – to ostrzeżenie dla czytelników. Wierzę jednak, że, podobnie jak w teatrze, znajomość faktów nie zastępuje odczuć doznawanych przy kontakcie z filmem. Zachęcam więc do przeczytania moich rozważań oraz samodzielnego obejrzenia opisywanych dzieł.

Produkcje, które pragnę porównać, to Jak zdobyć miliony, zanim babcia umrze (tyt. oryg. Lahn Mah, Tajlandia 2024) w reżyserii Pata Boonnitipata oraz Żegnaj, June (tyt. oryg. Goodbye June, Wielka Brytania 2025) w reżyserii Kate Winslet. Obydwie produkcje to dramaty rodzinne skupiające się na podziałach między rodzeństwem, motywie starości oraz choroby i śmierci bliskiej osoby. W wielu internetowych źródłach określane bywają komediodramatami, jednak ja nie doszukałam się w nich aspektów humorystycznych. Sporadycznie pojawiający się na mojej twarzy uśmiech był raczej wynikiem kreowania charakteru postaci i dominowany zostawał szybko przez ogólną tematykę filmu. Zarówno w Jak zdobyć miliony…, jak i w Żegnaj, June akcja rozpoczyna się upadkiem i wynikającą z niego hospitalizacją starszej kobiety, matki i babci. Na skutek tej interwencji Mengju (Jak zdobyć miliony…) jest po raz pierwszy zdiagnozowana z zaawansowanym rakiem jelita grubego, natomiast June (Żegnaj, June) dowiaduje się, że przegrywa walkę z chorobą nowotworową zlokalizowaną gdzieś w okolicach brzucha (nie jest to sprecyzowane), z którą zmaga się od kilku lat. Wieści rozchodzą się po rodzinie i w ten sposób zawiązuje się problematyka scenariusza.

Dzieci obu kobiet żyją w dystansie do siebie nawzajem i swoich rodziców. Brak w tych rodzinach bliskości, zjednoczenia. Najstarszy syn Mengju, Kiang, jest dobrze prosperującym inwestorem, całkowicie pochłoniętym swoją pracą, co sprawia, że relacje rodzinne stają się dla niego drugorzędowe. Jej córka Sew wraz z synem M borykają się z trudną sytuacją finansową; Sew pracuje ciężko w supermarkecie, natomiast M rzucił studia, aby zarabiać z gier internetowych, jednak ma problemy ze zdobyciem popularności. Najmłodszy syn Mengju, Soei, jest zadłużonym, uzależnionym od hazardu bezrobotnym. Widać tu analogie z dziećmi June: jej najmłodszy syn Connor mieszka z rodzicami i, tak jak Soei, nie radzi sobie z samodzielnością. Dystans Kianga można porównać z najstarszą córką June, Helen, która odsunęła się od rodziny, wyprowadzając się za granicę (jednak w poszukiwaniu przeżyć duchowych, a nie zarobku). Córki June, Julia i Molly, podobnie jak Sew, ciężko pracują na swoją samodzielność, jednocześnie wychowując dzieci. Dodatkowym aspektem niepojawiającym się w Jak zdobyć miliony… jest bezpośrednie skłócenie Julii oraz Molly, przez które od wielu lat siostry nie rozmawiają ze sobą, co, zdaje się, jest główną przyczyną rodzinnych podziałów.

Podobieństwa można zauważyć również w samych postaciach Mengju/June. W obydwu przypadkach jest to pewna siebie, zdecydowana kobieta, która mimo sytuacji zdrowotnej ma swoje zdanie i nie pozwala innym na decydowanie za nią. June, nie bacząc na rywalizację oraz oferty Molly i Julii, decyduje się zostać pod opieką szpitalną, zamiast zamieszkać z jedną z nich. Zdaje się, że nagłe rodzinne ciepło, jakim jest zalana, budzi w June dystans i podejrzenia, a ciągła uwaga rodziny jest dla niej męcząca. W pewnym momencie w zdecydowany sposób prosi ona nawet, aby wszyscy dali jej więcej swobody, spokoju i czasu. Podobnie Mengju ostro odnosi się do M, który wprowadza się do jej domu, by się nią opiekować, pomimo tego, że wcześniej nie poświęcał babci żadnej uwagi. Strofuje go i wymaga, by dostosował się do jej zwyczajów. Wydaje się też, że podejrzewa, że M zainteresowany jest spadkiem po niej, a nie samą Mengju, co faktycznie jest jego motywacją. Możemy również zauważyć, że zarówno Mengju, jak i June podobnie radzą sobie z chorobą i wizją śmierci. Gdy ich stan stopniowo pogarsza się, coraz bardziej cierpią z powodu fizycznego bólu. Obawiają się śmierci i oczekując jej, czują się samotne, odosobnione. Przepełnia je smutek, że w ich rodzinach brak jest bliskości; zależy im na tym, by ich dzieci wreszcie porzuciły dzielące je różnice. Wobec wizji końca obie odczuwają żal, że w ostatnich latach zabrakło im rodziny i zażyłych więzi. Choć mają jeszcze nadzieję, że podziały zatrą się, wiedzą, że nie dożyją radości, jaką mogłoby im to przynieść.

Pod wpływem tragedii, czyli poważnej choroby Mengju/June, rodzina zmuszona jest skonfrontować się z osobistymi problemami, co prowadzi do wewnętrznej przemiany bohaterów. Jej charakter różni się w obydwu historiach i pozwolę sobie opisać go w sposób bardziej szczegółowy w dalszej części moich rozważań. W obu filmach Mengju/June umiera w otoczeniu bliskich, tuż przed ważnym rodzinnym dniem Chińskiego Nowego Roku/świąt Bożego Narodzenia. Jak zdobyć miliony… kończy się słodko-gorzkim dniem pogrzebu Mengju, finalizującym przemianę M, wnuka. Z kolei Żegnaj, June w ostatniej scenie pokazuje zjednoczoną i radosną rodzinę podczas uroczystości wigilijnych rok po śmierci June, którą wspólnie wspominają.

Jak widać, oba filmy mają podobną strukturę i kreacje bohaterów, podejmują zbliżoną tematykę oraz skupiają się na przemianach wewnętrznych postaci pod wpływem przykrego wydarzenia. Jeden, jak i drugi wzruszają oraz kończą się w sposób, który daje nam nadzieję i poczucie ciepła. Jednak wciąż to dwie zupełnie różne produkcje. Czemu?

Po pierwsze, zdaje się, że podejście do produkcji filmu było zupełnie inne w obydwu przypadkach. Podczas gdy Jak zdobyć miliony… był wynikiem wieloletniej pracy nad scenariuszem, rozważań nad własnymi doświadczeniami oraz ulegał licznym zmianom w procesie tworzenia, Żegnaj, June jest stosunkowo szybką produkcją. Scenariusz do drugiego z filmów napisał syn Winslet, Joe Anders, na potrzeby kursu ze scenariopisarstwa, a sam film został nagrany w nieco ponad miesiąc na przełomie marca i kwietnia 2025 roku, wydany był już w grudniu 2025. Znacząco odbija się to w zauważalnej głębi produkcji, zarówno w skonstruowaniu psychologii postaci, jak i liczbie poruszanych zagadnień. Warto zauważyć, że w obydwu przypadkach podejmowana tematyka jest w znacznej mierze inspirowana osobistymi doświadczeniami twórców (choć nie są to filmy autobiograficzne), a więc w procesie tworzenia stawiano na szczerość i naturalność. W Jak zdobyć miliony… efekt ten osiągnięto za sprawą obsadzenia w głównych rolach aktorów debiutujących na scenie filmowej i skupiając się na ich wzajemnej dynamice oraz bliskości. Co ciekawe, prawie osiemdziesięcioletnia Usha „Taew” Seamkhum, odtwarzająca rolę Mengju, nigdy wcześniej nie zajmowała się aktorstwem. Z kolei w Żegnaj, June, gdzie obserwować możemy znacznie bardziej doświadczonych i znanych aktorów z Helen Mirren (June) oraz Kate Winslet (Julia) na czele, efekt szczerości osiągnięto poprzez stworzenie atmosfery intymności na planie filmowym. Zamiast przytłaczającego, zaawansowanego sprzętu użyto chociażby małych mikrofonów schowanych w kostiumach postaci, a sama Winslet w towarzyszącej roli Molly obsadziła Andreę Riseborough, z którą wcześniej grała już na planie i którą w wywiadach określa mianem swojej przybranej siostry. Podczas gdy debiutujący twórcy Jak zdobyć miliony… mieli przed sobą niełatwe wyzwanie wybicia się na wymagającym rynku, co stawiało ich dziełu wysokie wymagania, oglądalność filmu Winslet była niejako zapewniona przez rozpoznawalność jej nazwiska. Tym samym aktorka mogła potraktować produkcję raczej jako osobiste przeżycie twórcze.

Jak już zdążyłam wspomnieć, drugim znaczącym rozróżnieniem pomiędzy filmami jest ich fabularna głębia. Żegnaj, June wychodzi w tym porównaniu znacznie ubożej, co zauważyć można chociażby w zdystansowanych opiniach krytyków. Na przestrzeni filmu obserwujemy, jak wspólny moment nieszczęścia i bólu oraz życzenie umierającej matki doprowadzają do pogodzenia się dwóch sióstr skłóconych od dzieciństwa. Choć trudno jest ocenić wpływ szoku, jaki wywołuje takie doświadczenie na myśli oraz uczucia człowieka, zdaje się, że wszystko dzieje się zbyt „łatwo” i zbyt prędko. Lata rozłąki, żalu rozwiązane są przez jedną rozmowę i wyznania Molly („zazdrościłam Ci”) oraz Julii („mi też jest ciężko”). Ta chwila w filmie nie jest pozbawiona uroku, jednak nie oferuje psychologicznego wglądu w przeżycia postaci. Ciekawszym, choć nieco przemilczanym wątkiem jest przedstawienie męża June, Berniego (Timothy Spall). Jawi nam się on jako odpychający starszy mężczyzna, na pozór niewzruszony stanem June, przejęty bardziej telewizją i swoją nieodłączną butelką piwa. Dodatkowo przez przypadek niszczy on cenną dla June i jej dzieci wazę. W wyniku konfrontacji, jaką prowokuje Connor (Johnny Flynn), Bernie niejako otwiera przed nami prawdziwe oblicze swoich przeżyć. Nie sądzę, że jest on bohaterem dynamicznym, choć zmienia swoje zachowanie. Zdaje się raczej, że od początku filmu wypiera chorobę June, ponieważ nie jest w stanie skonfrontować się z ogromnym bólem, jaki mu ona przynosi. Nie jest dla June wsparciem, co wyrzuca mu najmłodszy syn Connor. To, według mnie, bardziej realistyczna część scenariusza. Pod wpływem nacisku syna Bernie musi przezwyciężyć własne cierpienie, by towarzyszyć ukochanej osobie w jej ostatnich dniach. Jego świetnie odegrana postać wzruszyła mnie w filmie najbardziej. Jeśli chodzi o pozostałych członków rodziny, to oprócz szczerej rozmowy Helen (Toni Collette) z June, a potem Julią, postać najstarszej córki nie jest w filmie w pełni wykorzystana, nie wprowadza nowych treści czy refleksji. Helen, a raczej jej ciąża, podkreśla jedynie samotność i żal June, która nie zobaczy już swojego nienarodzonego wnuka. Z kolei wysilonym i nienaturalnym jawi się to, że Connor magicznie znajduje miłość wraz ze szczęśliwym związkiem dosłownie nad łóżkiem June w postaci pielęgniarza Angeliego (Fisayo Akinade), co sugeruje, że być może wreszcie uniezależni się od rodziców. Choć intencje stojące za napisaniem scenariusza z pewnością były obiecujące, usilne stworzenie radosnego zakończenia dla każdej postaci odbiera filmowi naturalność i przyćmiewa historię oraz portret umierającej June.

Trudno byłoby mi w tym niedługim tekście rozwinąć w pełni wszystkie tematy podejmowane przez Jak zdobyć miliony…, co, jak wierzę, ilustruje, że jest to bogaty film, którego wielowarstwowość można czytać na różnych poziomach. Tym, co przede wszystkim odróżnia go od Żegnaj, June, jest znaczne skupienie na finansach i ich możliwym wpływie na relacje rodzinne. M (Putthipong „Billkin” Assaratanakul) zaczyna opiekować się Mengju wyłącznie dlatego, że ma nadzieję odziedziczyć po niej majątek. Inspiruje go do tego jego kuzynka Mui (Tontawan „Tu” Tantivejakul), która, opiekując się dziadkiem w jego ostatnich dniach, otrzymała po nim spadek. Znaczącą różnicą pomiędzy nią a M jest jednak ich charakter. Dla Mui najważniejsze są pieniądze: bez zawahania podejmuje się opieki nad kolejną starszą osobą, otwarcie przyznając, że robi to w nadziei na zdobycie pieniędzy, a dodatkowo zarabia, nagrywając treści erotyczne. Początkowo M również ma nadzieję w niewzruszony sposób wykorzystać ostatnie dni Mengju, jednak widać, jak stopniowo się do niej przywiązuje. Dobrze pokazane jest to w momentach, gdy odmawia przyjęcia pieniędzy za opiekę nad Mengju od Kianga (Sanya „Duu” Kunakorn), jak również oddaje Soeiemu (Pongsatorn „Phuak” Jongwilas) drogi srebrny pas, który odziedziczył po dziadku, aby tamten mógł częściowo uregulować swoje długi. Choć obydwa przypadki mogłyby polepszyć jego „pozycję” w oczach Mengju, M nie mówi jej o nich, co wskazuje na to, że zaczyna szczerze przejmować się jej samopoczuciem. Porusza go również obraz fizycznego cierpienia i strachu Mengju, którą opiekuje się podczas nocnych ataków bólu.

Jego przemiana jest jeszcze bardziej wiarygodna, gdy widzimy, jak w momencie, kiedy dowiaduje się, że Mengju oddała swój dom Soeiemu, jest dla niej ostry i na jakiś czas przestaje się nią zajmować. To szczery i bolesny moment, który dodaje historii realizmu. Bardzo wzruszający jest obraz zranienia Mengju w tamtej chwili. Unaocznia on jej samotność oraz poczucie odrzucenia – czuje się dla rodziny jedynie źródłem pieniędzy i problemów. Choć M powraca do niej i opiekuje się nią aż do chwili jej śmierci, ból zadany Mengju przez rodzinę jest nieodwracalny. Po odejściu bohaterki dowiadujemy się, że przez całe życie M prowadziła dla niego konto oszczędnościowe, na którym zgromadziła w ten sposób pokaźne środki. M bez zawahania decyduje się wydać je na drogi grobowiec, o jakim marzyła Mengju. Wątek przemiany wewnętrznej M jest dominującym komponentem filmu, co pozwala na szczegółowe i uważne rozwinięcie go w realistyczny, cierpliwy i wzruszający sposób.

W przeciwieństwie do Żegnaj, June twórcy Jak zdobyć miliony… nie starali się usilnie zostawić nas z całkowicie radosnym zakończeniem. Nie tylko, ponieważ ostatnie dni Mengju były pełne smutku i samotności, ale też dlatego, że życie innych bohaterów nie ulega znacznym zmianom. Aż do dnia śmierci Mengju Kiang musi być usilnie namawiany, by jej towarzyszyć. Dzięki spadkowi Soei reguluje swoje długi; nie wiemy jednak, czy jego dalsze postępowanie ulega zmianie. Jeszcze w trakcie leczenia Mengju Sew podjęła się pracy na nocnej zmianie, by w ciągu dnia móc zajmować się matką. Gdy ta się o tym dowiedziała, zareagowała sprzeciwem i odrzuciła opiekę córki. Dopiero pod koniec filmu podczas rozmowy Sew oraz M dowiadujemy się, że Sew szczerze tęskniła za matką i powodowały nią ciepłe uczucia, a nie nadzieja na otrzymanie spadku lub poczucie, że inni będą wymagać, by zajęła się chorą. Niestety, nie możemy mieć pewności, że Mengju jest tego świadoma, co może dokładać się do smutku jej ostatnich dni. Film skłania do refleksji nad egocentryzmem (gdy Soei okrada matkę ze wszystkich oszczędności), brakiem szacunku dla starszych (gdy umieszcza ją w domu opieki, by móc szybciej sprzedać jej dom) oraz realiami patriarchatu w rodzinie. Mengju odwiedza swojego brata, by w obliczu nadchodzącej śmierci prosić go o pieniądze na grobowiec, w którym pragnie spocząć. Adresuje swoją prośbę do jego sumienia, motywując ją nie tylko tym, że jest śmiertelnie chora, lecz również przypomnieniem, że to ona zajmowała się ich chorymi rodzicami, ale to jej brat odziedziczył cały spadek po nich. Niewzruszenie brat odrzuca jej prośby i chłodno każe jej odejść. Sama Mengju decyduje się na przekazanie swojego domu Soeiemu, chociaż nie ma pewności, czy przestanie on popadać w długi, podczas gdy sumiennie pracująca i szczerze kochająca matkę Sew jest dalej zmuszona do codziennej harówki.

Zarówno Jak zdobyć miliony, zanim babcia umrze, jak i Żegnaj, June opowiadają o realiach życia w rodzinie, braku bliskości i podziałach. Ilustrują, jak śmierć bliskiej osoby może być katalizatorem wewnętrznych przemian oraz że może ona wyzwalać szczerość potrzebną do przezwyciężenia własnego cierpienia czy konfliktów. Podczas gdy film Winslet jest raczej ciepłą i mało zaskakującą produkcją, która może nieco podkreślić rodzinną magię świąt, Pat Boonnitipat oferuje głębszy portret rodzinnych relacji, oddając niuanse naszych motywacji oraz w bardziej realistyczny sposób rozliczając się z psychologicznymi dylematami. Dla mnie najważniejszym elementem obydwu produkcji jest umiejętność wzruszenia odbiorcy wizją nadchodzącej śmierci. Choć wykorzystują podobną historię z różną skutecznością, to tym, co najlepiej udaje się filmom, jest podkreślenie samotności, strachu i bólu, jakie towarzyszą ostatnim pożegnaniom. Twórcy budują ten obraz w sposób cichy, spokojny oraz dogłębnie poruszający, wyzwalając łzy wzruszenia i refleksję dotyczącą własnego postępowania wobec członków rodziny.

Tekst: Michalina Pawelczyk

Post dodany: 4 maja 2026

Tagi dla tego posta:

film   filmy   kino azjatyckie   kultura   Michalina Pawelczyk   Psychologia   recenzja   refleksje   społeczeństwo  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno