facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

O dwóch takich, którzy znaleźli się w lesie – część 2

– Oprócz tego, że mam niepohamowaną ochotę zrobić ci ogromną krzywdę, mam jeszcze inny problem – powiedział wręcz apatycznie mój współpasażer.

– Coś poważnego? – zapytałem przejęty.

– W normalnych warunkach nie, ale w zaistniałej sytuacji…

– Wiesz, jakoś z tego wyjdziemy, nie przejmuj się tak. Jeszcze będziemy się z tego śmiać!

– Teraz zdecydowanie nie jest mi do śmiechu… W trybie pilnym muszę stąd wyjść.

– Ja też, ale…

– Ty nie rozumiesz. Ja muszę za potrzebą…

– Jedynka, dwójka? A może trójka, co? Jadąc, widziałem po drodze, a właściwie przy, parę „strażniczek lasu”. Nogi to miały takie długie, że jakbyś zaczął całować przy kostce, to by ci przy kolanie śliny zabrakło!

– Przymknij się i słuchaj! Ja muszę stąd wyjść! Teraz!

– Wiesz, jeśli chodzi o jedynkę, to możemy się zamienić miejscami i możesz przez tą otwartą połowę okna…

– A jeśli chodzi o dwójkę, to co, mam wystawić dupę przez okno?!

– Dobra, cofam pomysł z oknem. Wstrzymaj się, coś wymyślę.

– A ty myślisz, że co ja innego robię?!

– Spokojnie, mam kolejny pomysł. My dwa debile jesteśmy! Wystarczy, że przez tę połowę okna wystawię rękę z kluczykiem i otworzę te drzwi kluczem od zewnątrz. Może tak da radę.

– Nie rób tego.

– Dlaczego?

– Dlatego, że w najlepszym wypadku obijesz sobie rękę, a w najgorszym stracisz kluczyki! Za długo się znamy, żebym tego nie przewidział!

– Pieprzysz! Prosta sprawa! Ja nie takie operacje już przeprowadzałem. Ja jestem fachurka, od bideta do Bizeta. Zaraz będzie dobrze. Ożesz ku… włoski…

– Powiedz mi, że obdarłeś sobie rękę!

– Obdarłem sobie rękę.

– Chwała Bogu…

– I upuściłem kluczyki…

– Kretynie! Mówiłem, że tak będzie!

– No to jesteśmy w dupie.

– Gorzej! Z dupy przynajmniej jest wyjście! Małe bo małe, ale jest!

– Dobra. Spokojnie. Damy radę, jeszcze nigdy nie było tak, żeby jakoś nie było. Podaj mi plaster ze schowka.

– Może jednak zadzwonimy po pomoc?

– A kasa?

– Zapytać zawsze można. Może nam coś doradzą.

– Okej, zaraz poszukam jakiejś pomocy drogowej w necie i zadzwonię – zadeklarowałem niechętnie.

– Fajnie… – odpowiedział z dezaprobatą.

– Czepiasz się. Czekaj chwilę. Mam! Dzwonię… Halo? Dzień dobry, właściwie dobry wieczór. Dzwonię w takiej sprawie, mamy awarię układu chłodzenia w samochodzie, a na dodatek zamek się popsuł i jesteśmy z przyjacielem zatrzaśnięci w środku. Mógłby pan przyjechać? Kiedy?! Za cztery godziny?! Królu złoty, sprawa jest pilna… Rozumiem, a jaka byłaby cena usługi? Ile?! Nie no, to chyba za dużo… Ja rozumiem, ale… Przykro mi, ale takiej gotówki nie mamy… Że co?! Chyba się z głupim przez ścianę macałeś! I ty mnie też!

– Coś ty odwalił?!

– Dupek chciał przyjechać za cztery godziny i za tysiąc złotych!

– No ale by przyjechał, a tak gówno!

– Może zadzwońmy na 112?

– I co im powiesz?!

– No, że sprawa jest pilna, bo kolega ma poważny problem gastryczno-jelitowy, a jesteśmy uwięzieni w samochodzie.

– Odwal ty się lepiej od moich jelit, dobra?!

– Przecież masz problem.

– Za chwilę rozwiążę go i dokładnie w tym miejscu ci narobię! Wymyślaj coś!

– A co innego robię?! Poganiasz mnie, jakbyś sraczkę miał… To chyba był zły przykład…

– Ja pier…

– Mam! Bagażnik!

– Co?

– Mam tu taki wihajster i mogę otworzyć klapę bez kluczyka.

– No, to już plan.

– Jest tylko mały problem…

– Czyli w normie…

– Klapa jest tak jakby otwarta, ale ktoś by musiał być na zewnątrz i nacisnąć klamkę…

– To może ciągnijmy zapałki?!

– Za co?

– Nie było tematu…

– Możemy spróbować złożyć tylną kanapę i może jakoś się uda ten bagażnik od wewnątrz otworzyć.

– No to już! Na co czekamy?! Na oklaski?!

– Cholera, trochę tu ciasno.

– Tę tapicerkę z przednich drzwi trzeba wyrąbać teraz do przodu, bo zawadza.

– Tylko uważaj!

– Uważam! Dobra, jak się składa tę kanapę?

– Tam z boku jest taki dynks i trzeba go podważyć, o tak.

– A teraz?

– Do siebie.

– Mam! Dobra, trzeba wyjąć torbę z wałówką i bagaże.

– Ciekawe gdzie?

– Nie wiem! Gdziekolwiek!

– Ale tu już nie ma miejsca!

– Wypieprzy się to do przodu! Dawaj!

– Powiedzmy, że mamy już wolny bagażnik, ale trzeba jeszcze zdjąć półkę.

– No to zdejmuj!

– No, ale nie mam gdzie jej już położyć!

– Boże, za jakie grzechy?! Wrzuci się ją też do przodu! Jeśli jest szansa stąd wyjść, to nie ma co się pieścić!

– No jasne, tylko…

– Ruchy! Słońce zaszło i ciemno tu jak u murzyna pod koszulą!

– Dobra, już! Trzymaj! Ostrożnie!

– Dobra, niech tak na razie leży. Trzeba poświecić telefonem i spróbować to otworzyć. Ty świeć, ja pokombinuję – zadeklarował przyjaciel.

– A dlaczego ty? – zapytałem z nieukrywaną irytacją.

– A dlaczego nie ja?

– Bo to moje auto i chyba znam je lepiej. Ty świeć, a ja pokombinuję.

– Nie!

– Dlaczego?!

– Bo już kombinowałeś! I gdzie jesteśmy?! W lesie! Świeć!

– Ja bym o tym podyskutował…

– Stul się!

– Dobra, nie spinaj się tak. A właściwie to lepiej spinaj, co byś nie pop… Okej, już świecę.

– Ciasno tu! Niby to jest ten zamek. Tylko czy to idzie… Cholera! Ciężko coś z tym zrobić… Świeć tu… Czekaj… Czekaj…

– No, no, no…

– Jest! I klapa do góry!

– Wot maładiec!

– Dawaj, odzyskaliśmy wolność!

– Oo, jak dobrze stanąć bezpośrednio na ziemi.

– Tej ziemi! Dobra, lecę na stronę, a ty tu ogarnij.

– Czekaj, czekaj! Chcesz mnie tu zostawić samego?!

– A jaki problem?

– Mowy nie ma! Idę z tobą!

– Gdzie idę?! Ja publiczności ani kibiców nie potrzebuję.

– Dobra, będę stał tyłem.

– Mowy nie ma! Rozumiesz znaczenie słowa intymność?

– A rozumiesz, że ja sam tu nie zostanę?! Widziałem eksplorację paru opuszczonych lasów w necie.

– Tak, uważaj, bo przyjedzie tu zaraz jakaś grupa urbexowa i eksplorację auta ci zrobi.

– Mów co chcesz, idę z tobą. Wielka mi afera, dorosły facet będzie w lesie lepił misia z brązu. Jakby gorszych rzeczy na świecie nie było.

– Dobra, dawaj. Ale potem, tam w głębi, masz zakaz zbliżania się na dziesięć metrów!

– Spoko.

– Cholerne komary!

– W ogóle chłodno się zrobiło.

– Uroki lasu.

– Boisz się? – zapytałem.

– Czego?

– No, na przykład, że ten las jest nawiedzony.

– Przez nas to na pewno!

– Wiesz, o czym mówię.

– Nawet jeśli, to w tym momencie wszystko mi jedno. Masz przy sobie chusteczki?

– Mam. Bierz.

– Podziękował. Przydadzą się. Ty, a podniosłeś te kluczyki z ziemi?

– Tak się skupiłem na tym, że nie chcę tam zostać sam, że zapomniałem. Ale spoko. I tak nikt nam tego auta nie podprowadzi.

– To wiem, tak pytam. Jak wrócimy, nie zapomnij. Trzeba spróbować z zewnątrz odryglować kluczem te cholerne drzwi.

– Jacha, damy radę.

– Dobra, tam widzę trochę gęstsze rejony. Ty najlepiej tu poczekaj, jak coś, to mamy telefony. Jakbym nie wrócił za dziesięć minut, pomścij mnie!

– Idź już.

– Spoko. Mam tylko nadzieję, że nic mnie tam nie użre. 

– Uważaj tam…

Jak on szybko biega. Ale chwalić się po wakacjach, nie będzie czym… Przynajmniej jest tu cicho, słychać świerszcze, las też ma swój klimat. Żeby tylko nie padało. Burza w lesie, to nie jest to co tygryski lubią najbardziej… 

– Cholera! – krzyknąłem. Ptaszyska jakieś!.. A przejdę się trochę. Mogliby w lasach robić jakieś oświetlenie… Bez latarki, to się można o pierwszy lepszy korzeń wy…

– Kurna co jest?! Dzik?! Rat…

– Nie drzyj się, to ja!

– Co ty odpieprzasz?!

– Pomyślałem, że trochę się przejdę, co będę tak stał.

– I musiałeś od razu wbijać do mnie?! Nie widzisz, co robię?!

– Ciemno jest.

– Sram!

– A skąd miałem wiedzieć, jakie miejsce wybierzesz?! Załatwiłeś chociaż to, co miałeś do załatwienia?

– Na szczęście zdążyłem! Kurde stary, myślałem, że to jakiś dzik na mnie wylazł! Na szczęście to był tylko baran!

– I co się wściekasz?! Najważniejsze, że się nie zgubiliśmy.

– Ciebie się nie da zgubić! Znalazłbyś mnie nawet w puszczy Amazońskiej! Mówiłem, żebyś czekał na mnie tam! A ty jak zwykle, po swojemu!

– Ty, a ja takie pytanie z innej beczki. Myłeś ręce po tym-tym?

– To ja mam inne pytanie: znudziło ci się oddychanie prostą przegrodą nosową?!

– No co?! Higiena obowiązuje wszędzie.

– Tak! Umyłem ręce i spuściłem wodę! Wiesz co? Ja się wycofuję z tego barana. Ty nie jesteś baranem.

– To miłe akurat.

– Ty jesteś regularny debil!

– Ale nie obrażamy się. Sytuacja jest zbyt poważna. Ja tylko próbuję rozładować napięcie.

– To rozładowuj je sobie bez użycia kretyńskich pytań!

– Dobra, lepiej wracajmy do auta.

– Fakt, nie ma co łazić w nocy po lesie. Szczególnie z tobą.

– Mogę mieć jeszcze jedno pytanie?

– Zaryzykuję. Dajesz. Zaskocz mnie.

– Czy ty też widzisz to światło, tam, między drzewami?

– Coś jakby latarka…

CDN…

Autor: Dawid Hornik

Post dodany: 11 października 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno