– Oprócz tego, że mam niepohamowaną ochotę zrobić ci ogromną krzywdę, mam jeszcze inny problem – powiedział wręcz apatycznie mój współpasażer.
– Coś poważnego? – zapytałem przejęty.
– W normalnych warunkach nie, ale w zaistniałej sytuacji…
– Wiesz, jakoś z tego wyjdziemy, nie przejmuj się tak. Jeszcze będziemy się z tego śmiać!
– Teraz zdecydowanie nie jest mi do śmiechu… W trybie pilnym muszę stąd wyjść.
– Ja też, ale…
– Ty nie rozumiesz. Ja muszę za potrzebą…
– Jedynka, dwójka? A może trójka, co? Jadąc, widziałem po drodze, a właściwie przy, parę „strażniczek lasu”. Nogi to miały takie długie, że jakbyś zaczął całować przy kostce, to by ci przy kolanie śliny zabrakło!
– Przymknij się i słuchaj! Ja muszę stąd wyjść! Teraz!
– Wiesz, jeśli chodzi o jedynkę, to możemy się zamienić miejscami i możesz przez tą otwartą połowę okna…
– A jeśli chodzi o dwójkę, to co, mam wystawić dupę przez okno?!
– Dobra, cofam pomysł z oknem. Wstrzymaj się, coś wymyślę.
– A ty myślisz, że co ja innego robię?!
– Spokojnie, mam kolejny pomysł. My dwa debile jesteśmy! Wystarczy, że przez tę połowę okna wystawię rękę z kluczykiem i otworzę te drzwi kluczem od zewnątrz. Może tak da radę.
– Nie rób tego.
– Dlaczego?
– Dlatego, że w najlepszym wypadku obijesz sobie rękę, a w najgorszym stracisz kluczyki! Za długo się znamy, żebym tego nie przewidział!
– Pieprzysz! Prosta sprawa! Ja nie takie operacje już przeprowadzałem. Ja jestem fachurka, od bideta do Bizeta. Zaraz będzie dobrze. Ożesz ku… włoski…
– Powiedz mi, że obdarłeś sobie rękę!
– Obdarłem sobie rękę.
– Chwała Bogu…
– I upuściłem kluczyki…
– Kretynie! Mówiłem, że tak będzie!
– No to jesteśmy w dupie.
– Gorzej! Z dupy przynajmniej jest wyjście! Małe bo małe, ale jest!
– Dobra. Spokojnie. Damy radę, jeszcze nigdy nie było tak, żeby jakoś nie było. Podaj mi plaster ze schowka.
– Może jednak zadzwonimy po pomoc?
– A kasa?
– Zapytać zawsze można. Może nam coś doradzą.
– Okej, zaraz poszukam jakiejś pomocy drogowej w necie i zadzwonię – zadeklarowałem niechętnie.
– Fajnie… – odpowiedział z dezaprobatą.
– Czepiasz się. Czekaj chwilę. Mam! Dzwonię… Halo? Dzień dobry, właściwie dobry wieczór. Dzwonię w takiej sprawie, mamy awarię układu chłodzenia w samochodzie, a na dodatek zamek się popsuł i jesteśmy z przyjacielem zatrzaśnięci w środku. Mógłby pan przyjechać? Kiedy?! Za cztery godziny?! Królu złoty, sprawa jest pilna… Rozumiem, a jaka byłaby cena usługi? Ile?! Nie no, to chyba za dużo… Ja rozumiem, ale… Przykro mi, ale takiej gotówki nie mamy… Że co?! Chyba się z głupim przez ścianę macałeś! I ty mnie też!
– Coś ty odwalił?!
– Dupek chciał przyjechać za cztery godziny i za tysiąc złotych!
– No ale by przyjechał, a tak gówno!
– Może zadzwońmy na 112?
– I co im powiesz?!
– No, że sprawa jest pilna, bo kolega ma poważny problem gastryczno-jelitowy, a jesteśmy uwięzieni w samochodzie.
– Odwal ty się lepiej od moich jelit, dobra?!
– Przecież masz problem.
– Za chwilę rozwiążę go i dokładnie w tym miejscu ci narobię! Wymyślaj coś!
– A co innego robię?! Poganiasz mnie, jakbyś sraczkę miał… To chyba był zły przykład…
– Ja pier…
– Mam! Bagażnik!
– Co?
– Mam tu taki wihajster i mogę otworzyć klapę bez kluczyka.
– No, to już plan.
– Jest tylko mały problem…
– Czyli w normie…
– Klapa jest tak jakby otwarta, ale ktoś by musiał być na zewnątrz i nacisnąć klamkę…
– To może ciągnijmy zapałki?!
– Za co?
– Nie było tematu…
– Możemy spróbować złożyć tylną kanapę i może jakoś się uda ten bagażnik od wewnątrz otworzyć.
– No to już! Na co czekamy?! Na oklaski?!
– Cholera, trochę tu ciasno.
– Tę tapicerkę z przednich drzwi trzeba wyrąbać teraz do przodu, bo zawadza.
– Tylko uważaj!
– Uważam! Dobra, jak się składa tę kanapę?
– Tam z boku jest taki dynks i trzeba go podważyć, o tak.
– A teraz?
– Do siebie.
– Mam! Dobra, trzeba wyjąć torbę z wałówką i bagaże.
– Ciekawe gdzie?
– Nie wiem! Gdziekolwiek!
– Ale tu już nie ma miejsca!
– Wypieprzy się to do przodu! Dawaj!
– Powiedzmy, że mamy już wolny bagażnik, ale trzeba jeszcze zdjąć półkę.
– No to zdejmuj!
– No, ale nie mam gdzie jej już położyć!
– Boże, za jakie grzechy?! Wrzuci się ją też do przodu! Jeśli jest szansa stąd wyjść, to nie ma co się pieścić!
– No jasne, tylko…
– Ruchy! Słońce zaszło i ciemno tu jak u murzyna pod koszulą!
– Dobra, już! Trzymaj! Ostrożnie!
– Dobra, niech tak na razie leży. Trzeba poświecić telefonem i spróbować to otworzyć. Ty świeć, ja pokombinuję – zadeklarował przyjaciel.
– A dlaczego ty? – zapytałem z nieukrywaną irytacją.
– A dlaczego nie ja?
– Bo to moje auto i chyba znam je lepiej. Ty świeć, a ja pokombinuję.
– Nie!
– Dlaczego?!
– Bo już kombinowałeś! I gdzie jesteśmy?! W lesie! Świeć!
– Ja bym o tym podyskutował…
– Stul się!
– Dobra, nie spinaj się tak. A właściwie to lepiej spinaj, co byś nie pop… Okej, już świecę.
– Ciasno tu! Niby to jest ten zamek. Tylko czy to idzie… Cholera! Ciężko coś z tym zrobić… Świeć tu… Czekaj… Czekaj…
– No, no, no…
– Jest! I klapa do góry!
– Wot maładiec!
– Dawaj, odzyskaliśmy wolność!
– Oo, jak dobrze stanąć bezpośrednio na ziemi.
– Tej ziemi! Dobra, lecę na stronę, a ty tu ogarnij.
– Czekaj, czekaj! Chcesz mnie tu zostawić samego?!
– A jaki problem?
– Mowy nie ma! Idę z tobą!
– Gdzie idę?! Ja publiczności ani kibiców nie potrzebuję.
– Dobra, będę stał tyłem.
– Mowy nie ma! Rozumiesz znaczenie słowa intymność?
– A rozumiesz, że ja sam tu nie zostanę?! Widziałem eksplorację paru opuszczonych lasów w necie.
– Tak, uważaj, bo przyjedzie tu zaraz jakaś grupa urbexowa i eksplorację auta ci zrobi.
– Mów co chcesz, idę z tobą. Wielka mi afera, dorosły facet będzie w lesie lepił misia z brązu. Jakby gorszych rzeczy na świecie nie było.
– Dobra, dawaj. Ale potem, tam w głębi, masz zakaz zbliżania się na dziesięć metrów!
– Spoko.
– Cholerne komary!
– W ogóle chłodno się zrobiło.
– Uroki lasu.
– Boisz się? – zapytałem.
– Czego?
– No, na przykład, że ten las jest nawiedzony.
– Przez nas to na pewno!
– Wiesz, o czym mówię.
– Nawet jeśli, to w tym momencie wszystko mi jedno. Masz przy sobie chusteczki?
– Mam. Bierz.
– Podziękował. Przydadzą się. Ty, a podniosłeś te kluczyki z ziemi?
– Tak się skupiłem na tym, że nie chcę tam zostać sam, że zapomniałem. Ale spoko. I tak nikt nam tego auta nie podprowadzi.
– To wiem, tak pytam. Jak wrócimy, nie zapomnij. Trzeba spróbować z zewnątrz odryglować kluczem te cholerne drzwi.
– Jacha, damy radę.
– Dobra, tam widzę trochę gęstsze rejony. Ty najlepiej tu poczekaj, jak coś, to mamy telefony. Jakbym nie wrócił za dziesięć minut, pomścij mnie!
– Idź już.
– Spoko. Mam tylko nadzieję, że nic mnie tam nie użre.
– Uważaj tam…
Jak on szybko biega. Ale chwalić się po wakacjach, nie będzie czym… Przynajmniej jest tu cicho, słychać świerszcze, las też ma swój klimat. Żeby tylko nie padało. Burza w lesie, to nie jest to co tygryski lubią najbardziej…
– Cholera! – krzyknąłem. Ptaszyska jakieś!.. A przejdę się trochę. Mogliby w lasach robić jakieś oświetlenie… Bez latarki, to się można o pierwszy lepszy korzeń wy…
– Kurna co jest?! Dzik?! Rat…
– Nie drzyj się, to ja!
– Co ty odpieprzasz?!
– Pomyślałem, że trochę się przejdę, co będę tak stał.
– I musiałeś od razu wbijać do mnie?! Nie widzisz, co robię?!
– Ciemno jest.
– Sram!
– A skąd miałem wiedzieć, jakie miejsce wybierzesz?! Załatwiłeś chociaż to, co miałeś do załatwienia?
– Na szczęście zdążyłem! Kurde stary, myślałem, że to jakiś dzik na mnie wylazł! Na szczęście to był tylko baran!
– I co się wściekasz?! Najważniejsze, że się nie zgubiliśmy.
– Ciebie się nie da zgubić! Znalazłbyś mnie nawet w puszczy Amazońskiej! Mówiłem, żebyś czekał na mnie tam! A ty jak zwykle, po swojemu!
– Ty, a ja takie pytanie z innej beczki. Myłeś ręce po tym-tym?
– To ja mam inne pytanie: znudziło ci się oddychanie prostą przegrodą nosową?!
– No co?! Higiena obowiązuje wszędzie.
– Tak! Umyłem ręce i spuściłem wodę! Wiesz co? Ja się wycofuję z tego barana. Ty nie jesteś baranem.
– To miłe akurat.
– Ty jesteś regularny debil!
– Ale nie obrażamy się. Sytuacja jest zbyt poważna. Ja tylko próbuję rozładować napięcie.
– To rozładowuj je sobie bez użycia kretyńskich pytań!
– Dobra, lepiej wracajmy do auta.
– Fakt, nie ma co łazić w nocy po lesie. Szczególnie z tobą.
– Mogę mieć jeszcze jedno pytanie?
– Zaryzykuję. Dajesz. Zaskocz mnie.
– Czy ty też widzisz to światło, tam, między drzewami?
– Coś jakby latarka…
CDN…
Autor: Dawid Hornik