facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

O dwóch takich, którzy znaleźli się w lesie  – część 3

– Dawaj, podejdziemy, może nam pomoże się stąd wydostać! – powiedziałem.

– Dobra. Może w końcu szczęście się do nas uśmiechnie – odpowiedział mój towarzysz.

– No teraz, jak udało nam się wyjść z auta, załatwiłeś swoją sprawę i mamy kogoś, kto może nam pomoże, najgorsze za nami. Czekaj! Ciiii…Ten gościu chyba coś zakopuje.

– Najgorsze za nami, tak?

– Cicho – syknąłem. – Wygląda na poddenerwowanego.

– Też bym był poddenerwowany, jakbym w nocy coś kopał w lesie.

– A co, jeśli on zakopał jakieś zwłoki?

– Wtedy mamy przesrane. Ale czemu od razu miałby zakopywać zwłoki?

– A mało to takich zwyroli? Zaciągnie do lasu, zgwałci, zabije i zakopie. Co jak co, ale ja się zgwałcić nie dam.

– Co ty pieprzysz? Nie ma takiej istoty, która chciałaby cię zgwałcić.

– A o Popkowie słyszałeś? On też zaciągał do lasu…

– Po pierwsze, nie jesteśmy w Rosji, a po drugie, nawet on miał jakiś gust.

– No to Wampir z Bytomia.

– W Bytomiu też nie jesteśmy. Poza tym, to było czterdzieści lat temu. Chociaż tam to się akurat nie wiele przez ten czas zmieniło.

– Tym bardziej teraz tacy ludzie mogą grasować.

– W jednym masz rację: kopać przy latarce po nocy w lesie, cholera wie co, to jest dziwne. Co robimy?

– Opcje są dwie.

– Analizuj.

– Pierwsza tradycyjna – spieprzać. Druga to wyjść poza schemat i do niego zagadać, jak gdyby nigdy nic. Ty, a może on zaciukał jedną z tych, co przy lesie stały?

– Jak chcesz to go spytaj. A najlepiej od razu przeprowadź z nim wywiad i strzel sobie sweet focie z tagiem: takie tam z mordercą.

– Słuchaj, a może jesteśmy jedynymi osobami, które na własne oczy widzą, jak ten facet morduje.

– Nawet jeśli, to na samo morderstwo się nieco spóźniliśmy. Widzimy tylko, jak coś zakopuje.

– Coś lub kogoś. Dobrze, że nas nie widzi – odetchnąłem w duchu.

– Tu jest tak ciemno, a on jest tak pochłonięty robotą, że świata dookoła nie widzi.

– Czyli jesteśmy bezpieczni.

– Do czasu.

– To znaczy?

– Dopóki nie wydarzy się coś, czego nie przewidzieliśmy.

– Na przykład?

– Dzwoniący telefon, kichanie, kaszel.

– Nie no, takiego pecha to nawet my nie mamy.

– I jak znam życie, pewnie teraz coś pieprznie znienacka. Trzy, dwa…

– Nie czarnowidz. Po prostu po cichu się wycofajmy. Cholera, szeleszczą te gałęzie…

– Stawiaj stopy ciszej, na palcach. O, tak… 

– Szlag! 

– Co szlag?

– Jeleń chyba za tobą…

– Co?! Rób, co chcesz, ja spieprzam! – krzyknął mój towarzysz.

– I osiągnęliśmy konsensus! 

– Szybciej, nie patrz do tyłu, bo jak się wyrąbiesz to koniec!

– Robię, co mogę!

– Za tymi drzewami powinna być nasza ścieżka!

– Żeby się tylko nie zgubić!

– Tędy! Płuc nie czuję!

– Lepiej płuc niż całego ciała! Trzeba było mniej palić. Dawaj! Za winklem powinno być auto!

– Jest!

– Ciśnij po kluczyki, a ja otworzę bagażnik! – krzyknąłem.

– Nie wiem, czy po ciemku dam radę!

– Szybko! Dawaj! Masz?!

– Nic nie widzę!.. Dobra, mam!

– To dawaj, dawaj, do środka!

– Zamykaj!

– Jest! A teraz padnij! Przykryjmy się kocem! – zakomenderowałem. 

– Myślisz, że za nami biegł?

– Nie wiem i wcale nie jestem ciekaw. Grunt, że nas tu nie znajdzie.

– Przesuń się, bo wbijasz mi łokieć w żebra.

– Jak?! Gdzie mam się przesunąć?! Z tyłu nie ma miejsca na dwie leżące osoby – warknąłem.

– Z przodu tym bardziej! Mamy tam pieprznik, jak w ruskim czołgu!

– Leż i nie narzekaj.

– Nie wiem jak ty, ale ja długo w tej pozycji nie wytrzymam.

– Widzę, że masz małe doświadczenie. Znam pary, które w jeszcze mniejszych autach potrafią takie rzeczy robić, że…

– Za dużo filmów oglądasz. Ej, a właściwie to po wała my tak mamy leżeć? 

– Dla bezpieczeństwa. Gdybyś się nie darł na widok jelenia…

– Przecież nie musiał tego słyszeć.

– Jeleń?

– Nie rób z siebie debila, wiesz, o co mi chodzi. Kopiący!

– Zamknij się i przesuń bliżej drzwi! Czuję się jak jakiś pedał!

– Masz z nimi problem?

– Problemu nie mam, ale stosunek ambiwalentny to i owszem.

– Pamiętaj, że teraz jest trend na tolerancję. Każdy ma prawo do motyli w brzuchu.

– Brzuch to nie najszczęśliwsze miejsce na hodowle motyli. A ja jestem bardzo tolerancyjny. 

– Chyba ja, skoro się zgodziłem jechać twoim autem.

– A ja się dałem na ten kawalerski namówić. Jakby się było z czego cieszyć. Chłop straci wolność i opinie po ślubie.

– Niech się żeni, jak chce, ja im tam dobrze życzę.

– Lepiej nam dobrze życz.

– A to moja wina, że tu jesteśmy?!

– A co, może moja?!

– Jeszcze jedno słowo, a w tym lesie będzie dwóch morderców! Przesuwaj się!

– Dobra, już… 

– Długo będziemy tak leżeć?

– A bo ja wiem. Masz lepszy pomysł? Odjechać, nie odjedziemy. A siedzieć jak te ćwoki i dostawać paranoi, że za chwilę ktoś lub coś wylezie zza krzaków, jak w jakimś tandetnym horrorze, nie mam zamiaru. 

– Trzeba zadzwonić na 997.

– Ten numer to kłopoty. 

– Niby prawda.

– Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją, ale po co od razu pokazywać? Przecież jak ten facet spieprzył, to myślisz, że nam uwierzą w jego istnienie? Czy dla zamknięcia sprawy, wrobią takich dwóch debili jak my? 

– Dobra, tak czy siak, trzeba coś zrobić. Ja dzwonię. Możesz sięgnąć do mojej tylnej kieszeni?

– Bez przyjemności… Tu nic nie ma.

– No to do drugiej.

– Tu też pusto.

– Jak pusto?!

– Normalnie.

– Szlak! Musiał mi wypaść, jak biegliśmy!

– A może tu gdzieś przy aucie ci wypadł!

– Cholera! A co, jak on znajdzie mój telefon?!

– Najwyżej morderca przejdzie do Playa, jak Małysz.

– Bawi cię to?! Pierdzielę, wysiadam.

– Dobra, zadzwonię do ciebie ze swojego. A jak morderca go znalazł, to najwyżej powiem mu, w co mnie może pocałować, jak mnie dogoni – powiedziałem, gramoląc się z auta.

– Ty go lepiej nie denerwuj.

– W dupę! Nie mam zasięgu.

– No to super! Pokaż. I co teraz?

– Teraz, jak zostaliśmy odcięci od świata, tkwimy  z zepsuty autem i być może jesteśmy ścigani przez mordercę, który pewnie właśnie czai się gdzieś w pobliżu, jest mi już wszystko jedno. Zwisa mi to kalafiorem. Jestem ponadto.

– Zaraz! Zaraz! Nigdy nie jest tak do dupy, żeby nie mogło być gorzej do dupy. Wyjdziemy z tego.

– Nogami do przodu.

– Ostatecznie nas jest dwóch, a on jeden. Mamy przewagę liczebną.

– Chcesz się z nim naparzać?

– W ostateczności… Ale unikajmy ostateczności.

– Szczerze?

– No.

– Różne rzeczy w życiu przeżyłem, ale takie coś jak teraz to jeszcze nie.

– To będziemy mieli kolejne doświadczenie na koncie.

– Trzeba było iść do baru jak człowiek.

– Tam też może dojść do jakiejś powalonej akcji.

– Wolę nie myśleć, co ten facet tam robił. Właściwie, to może lepiej nie mieszać się w to i zapomnieć?

– Tak by było najwygodniej. Z drugiej strony… 

– Mam pomysł. Ale nie jest najłatwiejszy w wykonaniu.

CDN…

Autor: Dawid Hornik

Post dodany: 18 października 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno