– Dawaj, podejdziemy, może nam pomoże się stąd wydostać! – powiedziałem.
– Dobra. Może w końcu szczęście się do nas uśmiechnie – odpowiedział mój towarzysz.
– No teraz, jak udało nam się wyjść z auta, załatwiłeś swoją sprawę i mamy kogoś, kto może nam pomoże, najgorsze za nami. Czekaj! Ciiii…Ten gościu chyba coś zakopuje.
– Najgorsze za nami, tak?
– Cicho – syknąłem. – Wygląda na poddenerwowanego.
– Też bym był poddenerwowany, jakbym w nocy coś kopał w lesie.
– A co, jeśli on zakopał jakieś zwłoki?
– Wtedy mamy przesrane. Ale czemu od razu miałby zakopywać zwłoki?
– A mało to takich zwyroli? Zaciągnie do lasu, zgwałci, zabije i zakopie. Co jak co, ale ja się zgwałcić nie dam.
– Co ty pieprzysz? Nie ma takiej istoty, która chciałaby cię zgwałcić.
– A o Popkowie słyszałeś? On też zaciągał do lasu…
– Po pierwsze, nie jesteśmy w Rosji, a po drugie, nawet on miał jakiś gust.
– No to Wampir z Bytomia.
– W Bytomiu też nie jesteśmy. Poza tym, to było czterdzieści lat temu. Chociaż tam to się akurat nie wiele przez ten czas zmieniło.
– Tym bardziej teraz tacy ludzie mogą grasować.
– W jednym masz rację: kopać przy latarce po nocy w lesie, cholera wie co, to jest dziwne. Co robimy?
– Opcje są dwie.
– Analizuj.
– Pierwsza tradycyjna – spieprzać. Druga to wyjść poza schemat i do niego zagadać, jak gdyby nigdy nic. Ty, a może on zaciukał jedną z tych, co przy lesie stały?
– Jak chcesz to go spytaj. A najlepiej od razu przeprowadź z nim wywiad i strzel sobie sweet focie z tagiem: takie tam z mordercą.
– Słuchaj, a może jesteśmy jedynymi osobami, które na własne oczy widzą, jak ten facet morduje.
– Nawet jeśli, to na samo morderstwo się nieco spóźniliśmy. Widzimy tylko, jak coś zakopuje.
– Coś lub kogoś. Dobrze, że nas nie widzi – odetchnąłem w duchu.
– Tu jest tak ciemno, a on jest tak pochłonięty robotą, że świata dookoła nie widzi.
– Czyli jesteśmy bezpieczni.
– Do czasu.
– To znaczy?
– Dopóki nie wydarzy się coś, czego nie przewidzieliśmy.
– Na przykład?
– Dzwoniący telefon, kichanie, kaszel.
– Nie no, takiego pecha to nawet my nie mamy.
– I jak znam życie, pewnie teraz coś pieprznie znienacka. Trzy, dwa…
– Nie czarnowidz. Po prostu po cichu się wycofajmy. Cholera, szeleszczą te gałęzie…
– Stawiaj stopy ciszej, na palcach. O, tak…
– Szlag!
– Co szlag?
– Jeleń chyba za tobą…
– Co?! Rób, co chcesz, ja spieprzam! – krzyknął mój towarzysz.
– I osiągnęliśmy konsensus!
– Szybciej, nie patrz do tyłu, bo jak się wyrąbiesz to koniec!
– Robię, co mogę!
– Za tymi drzewami powinna być nasza ścieżka!
– Żeby się tylko nie zgubić!
– Tędy! Płuc nie czuję!
– Lepiej płuc niż całego ciała! Trzeba było mniej palić. Dawaj! Za winklem powinno być auto!
– Jest!
– Ciśnij po kluczyki, a ja otworzę bagażnik! – krzyknąłem.
– Nie wiem, czy po ciemku dam radę!
– Szybko! Dawaj! Masz?!
– Nic nie widzę!.. Dobra, mam!
– To dawaj, dawaj, do środka!
– Zamykaj!
– Jest! A teraz padnij! Przykryjmy się kocem! – zakomenderowałem.
– Myślisz, że za nami biegł?
– Nie wiem i wcale nie jestem ciekaw. Grunt, że nas tu nie znajdzie.
– Przesuń się, bo wbijasz mi łokieć w żebra.
– Jak?! Gdzie mam się przesunąć?! Z tyłu nie ma miejsca na dwie leżące osoby – warknąłem.
– Z przodu tym bardziej! Mamy tam pieprznik, jak w ruskim czołgu!
– Leż i nie narzekaj.
– Nie wiem jak ty, ale ja długo w tej pozycji nie wytrzymam.
– Widzę, że masz małe doświadczenie. Znam pary, które w jeszcze mniejszych autach potrafią takie rzeczy robić, że…
– Za dużo filmów oglądasz. Ej, a właściwie to po wała my tak mamy leżeć?
– Dla bezpieczeństwa. Gdybyś się nie darł na widok jelenia…
– Przecież nie musiał tego słyszeć.
– Jeleń?
– Nie rób z siebie debila, wiesz, o co mi chodzi. Kopiący!
– Zamknij się i przesuń bliżej drzwi! Czuję się jak jakiś pedał!
– Masz z nimi problem?
– Problemu nie mam, ale stosunek ambiwalentny to i owszem.
– Pamiętaj, że teraz jest trend na tolerancję. Każdy ma prawo do motyli w brzuchu.
– Brzuch to nie najszczęśliwsze miejsce na hodowle motyli. A ja jestem bardzo tolerancyjny.
– Chyba ja, skoro się zgodziłem jechać twoim autem.
– A ja się dałem na ten kawalerski namówić. Jakby się było z czego cieszyć. Chłop straci wolność i opinie po ślubie.
– Niech się żeni, jak chce, ja im tam dobrze życzę.
– Lepiej nam dobrze życz.
– A to moja wina, że tu jesteśmy?!
– A co, może moja?!
– Jeszcze jedno słowo, a w tym lesie będzie dwóch morderców! Przesuwaj się!
– Dobra, już…
– Długo będziemy tak leżeć?
– A bo ja wiem. Masz lepszy pomysł? Odjechać, nie odjedziemy. A siedzieć jak te ćwoki i dostawać paranoi, że za chwilę ktoś lub coś wylezie zza krzaków, jak w jakimś tandetnym horrorze, nie mam zamiaru.
– Trzeba zadzwonić na 997.
– Ten numer to kłopoty.
– Niby prawda.
– Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją, ale po co od razu pokazywać? Przecież jak ten facet spieprzył, to myślisz, że nam uwierzą w jego istnienie? Czy dla zamknięcia sprawy, wrobią takich dwóch debili jak my?
– Dobra, tak czy siak, trzeba coś zrobić. Ja dzwonię. Możesz sięgnąć do mojej tylnej kieszeni?
– Bez przyjemności… Tu nic nie ma.
– No to do drugiej.
– Tu też pusto.
– Jak pusto?!
– Normalnie.
– Szlak! Musiał mi wypaść, jak biegliśmy!
– A może tu gdzieś przy aucie ci wypadł!
– Cholera! A co, jak on znajdzie mój telefon?!
– Najwyżej morderca przejdzie do Playa, jak Małysz.
– Bawi cię to?! Pierdzielę, wysiadam.
– Dobra, zadzwonię do ciebie ze swojego. A jak morderca go znalazł, to najwyżej powiem mu, w co mnie może pocałować, jak mnie dogoni – powiedziałem, gramoląc się z auta.
– Ty go lepiej nie denerwuj.
– W dupę! Nie mam zasięgu.
– No to super! Pokaż. I co teraz?
– Teraz, jak zostaliśmy odcięci od świata, tkwimy z zepsuty autem i być może jesteśmy ścigani przez mordercę, który pewnie właśnie czai się gdzieś w pobliżu, jest mi już wszystko jedno. Zwisa mi to kalafiorem. Jestem ponadto.
– Zaraz! Zaraz! Nigdy nie jest tak do dupy, żeby nie mogło być gorzej do dupy. Wyjdziemy z tego.
– Nogami do przodu.
– Ostatecznie nas jest dwóch, a on jeden. Mamy przewagę liczebną.
– Chcesz się z nim naparzać?
– W ostateczności… Ale unikajmy ostateczności.
– Szczerze?
– No.
– Różne rzeczy w życiu przeżyłem, ale takie coś jak teraz to jeszcze nie.
– To będziemy mieli kolejne doświadczenie na koncie.
– Trzeba było iść do baru jak człowiek.
– Tam też może dojść do jakiejś powalonej akcji.
– Wolę nie myśleć, co ten facet tam robił. Właściwie, to może lepiej nie mieszać się w to i zapomnieć?
– Tak by było najwygodniej. Z drugiej strony…
– Mam pomysł. Ale nie jest najłatwiejszy w wykonaniu.
CDN…
Autor: Dawid Hornik