facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Panorama kina polskiego – Księstwo (2011)

Kiedy w 2011 roku na ekrany kin weszło Księstwo, dla wielu krytyków było ono zaskoczeniem. Reżyser Andrzej Barański, kojarzony dotychczas z nostalgią i ciepłym humorem, sięgnął bowiem po prozę Zbigniewa Masternaka, autora brutalnie szczerego, bezkompromisowego i bezlitośnie rozliczającego się z mitem polskiej wsi. Ekranizacja autobiograficznej trylogii Masternaka (na którą składają się powieści Chmurołap, Niech żyje wolność oraz Scyzoryk) stała się projektem unikalnym. Projektem, który przefiltrował naturalistyczną, pełną gniewu prozę młodego pisarza przez własną, subtelną i dosyć ironiczną wrażliwość. Oczywiście połączenie trzech powieści w jedną filmową historię, a także zdeformowanie jej całości ze zmienionym zakończeniem na czele najprawdopodobniej nadało temu dziełu specyficzny status. W efekcie powstało Księstwo, film gęsty, niejednoznaczny, będący jedną z najgłębszych kinematograficznych diagnoz polskiego syndromu transformacyjnego, który praktycznie niezauważony przemknął przez system kinowej i telewizyjnej dystrybucji.

Głównym protagonistą filmu jest Zbyszek (debiutujący w głównej roli kinowej Rafał Zawierucha). Poznajemy go w momencie kluczowym dla jego biografii, jako człowieka, który poniósł porażkę na polu, które miało być zalążkiem jego nowego, zdecydowanie lepszego życia. Zbyszek wyjechał, czy też bardziej dosadnie – „uciekł”, ze świętokrzyskiej wsi do wielkiego miasta, by studiować prawo. Jednak ów wielki miejski świat, zamiast go przyjąć jak jednego z wielu szukających w nim swojego nowego bytowania, brutalnie go weryfikuje. Obywatelskie niedopasowanie, brak kapitału kulturowego i ekonomicznego oraz kilka kolejnych czynników sprawiają, że chłopak oblewa egzaminy i nigdy nie kończy studiów prawniczych. Początkowo próbuje znaleźć sobie inne zajęcie, lecz i tutaj ponosi następne porażki. Nie mając przed sobą innego wyjścia, wraca w ramiona swojej małej ojczyzny – piekła, o którym wolałby zapomnieć. Powrót Zbyszka do rodzinnego „Księstwa” nie jest jednak powrotem marnotrawnego syna. To powrót kogoś na kształt zdegradowanego banity. Bohater niemalże od razu staje się figurą tragiczną, gdyż zmaga się z bolesnym dylematem tożsamościowym. Z jednej strony „dla miasta” na zawsze pozostanie chłopakiem z prowincji, którego zdradza specyficzny akcent, brak ogłady i wewnętrzne zagubienie. Z kolei „dla wsi” stał się już kimś obcym, „paniczem” (jak będzie pogardliwie nazywany), który myśli, że jest lepszy, bo liznął promyków wielkiego świata, a którego każda kolejna porażka budzi wśród lokalnej społeczności nieskrywaną satysfakcję.

Barański z niesamowitą reżyserską precyzją kreśli psychologiczny portret człowieka wykorzenionego. Zbyszek próbuje zachować resztki godności, chodząc po zrujnowanym gospodarstwie w eleganckich butach czy pozując na intelektualistę, który czyta książki na wiejskim przystanku autobusowym, co w oczach jego dawnych kolegów wygląda groteskowo i prowokująco. Sceny te ukazują wewnętrzną szamotaninę głównego bohatera. Choć jego postać bywa irytująca w swojej dumie, jest jednocześnie głęboko poruszająca, gdy odsłania swoją bezbronność.

Tytułowe „Księstwo” to pojęcie ironiczne, a zarazem niezwykle trafne. Funkcjonuje tutaj jako metafora mentalnego zamknięcia. To terytorium rządzące się własnymi, niemal feudalnymi prawami, gdzie czas płynie inaczej, a horyzont możliwości życiowych jest drastycznie ograniczony. Podkreśla to specyficzna zmiana obrazu pomiędzy portretowaniem miasta i wsi. Otóż sceny dziejące się na wsi są czarno-białe, natomiast te nagrywane w mieście są kolorowe. Taki zabieg pełni w filmie potrójną funkcję. Po pierwsze, depatologizuje obraz – monochromia odbiera polskiej wsi jej jaskrawy, współczesny kicz i odcina ją od taniego, telewizyjnego realizmu. Po drugie, uniwersalizuje opowieść – zawieszenie historii w czerni i bieli nadaje filmowi ton przypowieści, odklejając go od publicystycznego komentarza na rzecz egzystencjalnego dramatu. Po trzecie, wyróżnia fakturę – kamera skupia się na detalach, widz niemal fizycznie odczuwa ciężar błota pod stopami bohaterów, chłód nieogrzewanych domów i monotonię krajobrazu.

Barański, kreując przestrzeń filmu, unika publicystycznego tonu. Zamiast tego buduje świat z drobnych, intymnych i bolesnych obserwacji. Oglądamy wieś postpegeerowską, zniszczoną przez transformację ustrojową, w której brakuje perspektyw, a jedyną formą ucieczki od rzeczywistości staje się alkohol w każdej postaci czy ilości. Koledzy Zbyszka z lat dzieciństwa to galeria postaci tragikomicznych. Ich egzystencja kręci się wokół drobnych kradzieży, dorywczych prac fizycznych, pracy na nieurodzajnych polach i przesiadywania na betonowych przystankach, współczesnych agorach polskiej prowincji. Barański rezygnuje również z tradycyjnie pojętej muzyki ilustracyjnej. Ścieżkę dźwiękową stanowią naturalne odgłosy wsi takie jak szczekanie psów, ryk silnika starego traktora czy pijackie śpiewy niosące się po polach. Opisana audiosfera potęguje uczucie izolacji i klaustrofobii. Warto zauważyć, jak reżyser portretuje relacje rodzinne. Dom Zbyszka to przestrzeń permanentnego napięcia. Matka (Aldona Jankowska) jest kobietą spracowaną, zgorzkniałą, ale na swój sposób głęboko kochającą syna. Jej miłość przejawia się jednak w ciągłych pretensjach i lęku o przyszłość. Ojciec (Michał Anioł) natomiast jawi się jako postać zmarginalizowana, niezdolna do bycia autorytetem, ciężko pracująca, lecz owa praca owoców nie przynosi. Ojciec jednak stale opowiada synowi o niby szlacheckim pochodzeniu ich rodziny, byciu lepszej krwi niż inni ludzie w okolicy.

Aby w pełni zrozumieć wagę prezentowanego filmu, należy osadzić go w kontekście tego, jak polska kinematografia traktowała temat prowincji po 1989 roku. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z nurtem nostalgiczno-baśniowym (z filmami Jana Jakuba Kolskiego na czele), gdzie wieś była enklawą magii i duchowości. Z drugiej strony dominował nurt interwencyjny, pełen brutalności i patologii wszelkiej maści, reprezentowany chociażby przez twórczość Wojciecha Smarzowskiego. Warto przywołać tutaj Dom zły czy Wesele, gdzie prowincję ukazywano jako siedlisko najgorszych ludzkich instynktów, patologii i moralnego zepsucia. Z kolei Księstwo nie ma w sobie nic z ekranowego paszkwila. Nie szydzi ze swoich bohaterów, nie próbuje ich na siłę demonizować ani moralizować. Przygląda się ich ograniczeniom z empatią, rozumiejąc, że ich zachowania są wynikiem systemowego wykluczenia, a nie wrodzonego zła. Jednocześnie ukazuje, że z „Księstwa” nie ma ucieczki, ponieważ jest ono stanem umysłu. Nosi się go w sobie przez całe życie. Jest czymś na kształt piętna wypalonego na skórze w niezwykle widocznym miejscu. Miejscu, którego się nie ukryje – każdy jest w stanie je zobaczyć i tym samym nabrać obrzydzenia do noszącej je persony.

Najbardziej przejmującym motywem filmu jest internalizacja porażki przez głównego bohatera. Zbyszek reprezentuje pokolenie, któremu powiedziano, że granice już nie istnieją, a edukacja jest uniwersalnym kluczem do sukcesu. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana. Film pokazuje, że awans społeczny w Polsce po transformacji bywa procesem bolesnym i często iluzorycznym. Wspólny bohater Masternaka i Barańskiego jest więźniem własnego pochodzenia. Każdy przejaw buntu, podjęcia walki z losem kończy się fiaskiem. Zbyszek próbuje pisać, próbuje trenować boks, próbuje znaleźć zatrudnienie, jednak każda z tych aktywności zostaje zduszona przez otoczenie lub jego własny sabotaż emocjonalny. To opowieść o determinizmie społecznym, który działa z siłą antycznego fatum. Jeśli urodziłeś się w takim „Księstwie”, zostaniesz w nim na zawsze, nawet jeśli fizycznie uda ci się wyjechać na drugi koniec świata.

Księstwo autorstwa Andrzeja Barańskiego z 2011 roku to dzieło, które z biegiem lat zyskuje na wartości. W momencie premiery mogło wydać się filmem zbyt anachronicznym formalnie lub zbyt pesymistycznym, jednak z perspektywy czasu widać, jak celną i trwałą diagnozę postawił reżyser. Dzięki połączeniu literackiego autentyzmu Zbigniewa Masternaka z poetycką, pełną szacunku dla detalu reżyserią Barańskiego otrzymaliśmy dzieło o wielkiej sile wyrazu. To film, który zmusza do refleksji nad ceną, jaką płaci się za próby redefinicji własnego życia, oraz nad tym, jak głęboko korzenie potrafią wrastać w ludzką duszę, nie pozwalając jej rozwinąć skrzydeł.

Tekst: Alan Żak

Post dodany: 30 października 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno