facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Recenzja książki Wsobne gawędy grzywackie i inne opowieści Krzysztofa Hubera

Znacie ten stan, gdy wasze myśli wędrują w nieznanym kierunku, a rzeczywistość nagle wydaje się absurdalna?

Od samego początku trudno było mi się poruszać po stronach tej lektury – jak szybko zauważyłam, nie ma ona sprecyzowanej linii fabularnej. Co, mając na uwadze gatunek powieści, do którego nawiązuje tytuł utworu, można uznać za zaletę. Książka oddaje gawędziarską tradycję – cechują ją otwarta kompozycja, swobodne przeplatanie się wątków oraz wysokie nasycenie dygresyjnością. Dlatego też ciężko jest jednym zdaniem opisać, o czym traktuje ta powieść. Zostajemy wrzuceni w długą, przepijaną alkoholem rozmowę, z podsumowaniem mówiącym, że nie ma dziś czegoś takiego jak normalność, a człowiek nieustannie uwięziony jest w świecie własnych omamów i nieustannie, jak w pętli, musi redefiniować samego siebie.

Na szczególną uwagę zasługuje język powieści – balansujący na granicy prozy i poezji. Gdyby zebrać wszystkie słowa Wsobnych gawęd „do jednego wora”, najprawdopodobniej stworzylibyśmy kilkusetstronicowy i wielobarwny słownik, będący dowodem na brak rzeczy niemożliwych dla języka. Należy tylko się mu poddać, przekroczyć granice kalk językowych i utartych schematów, jak zresztą słusznie zauważa autor:

[…] język ludzki jest żywy i wyrasta ponad prawidła wymowy i urzędu, a także administracji”.

Taki też jest język Krzysztofa Hubera – plastyczny, magiczny, ale też mroczny i groteskowy. Wyjątkowa jest również składnia powieści. Nieco klaustrofobiczna – zostajemy w nią wpuszczeni jak w labirynt, w którym nietrudno jest się zgubić. Zabieg ten jest zarówno zaletą, jak i wadą książki. Z jednej strony możemy zachwycić się niesamowitą dokładnością pieczołowicie dobieranych ze sobą porównań. Z drugiej – giniemy w skomplikowanych, wielokrotnie złożonych zdaniach i częstych wtrąceniach, które to znowu wytrącają nas z rytmu fabuły. Należy tutaj wspomnieć o tym, że ten potoczysty język i wszechobecny słowotok wpisują się w definicje gawędy, co tylko potwierdza wrażliwość literacką autora. Niemniej jednak – tylko wnikliwi czytelnicy będą w stanie ujarzmić tę językową pułapkę Wsobnych gawęd.

Nawiązując do tytułu, trzeba też zwrócić uwagę na „wsobność” omawianej książki. Nie jest ona tylko prawdziwą podróżą po zamieszkiwanej przez absurdalnych bohaterów wsi, ale przede wszystkim wyprawą w głąb własnego umysłu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje postać narratora – czułego obserwatora rzeczywistości, który przedmioty błahe czy miejsca pozornie zwyczajne potrafi w swojej głowie przemienić w baśń. Opowiadający w ironiczny i nader soczysty sposób jest jednocześnie komentatorem otaczającej go fałszywej rzeczywistości.

Podsumowując, nie znajdziecie tutaj jednego ciągu fabularnego czy wątku, który by was dokądś prowadził – i taki jest urok tej książki, przez który część z was może ją znienawidzić. Łatwo zgubić się w chaosie Wsobnych gawęd. Dlatego polecałabym tę pozycję głównie tym, którzy lubią rozkoszować się poetyckością języka oraz cenią sobie w literaturze chwile zatrzymania na jednym fragmencie – ponieważ tej książki zdecydowanie nie da się „połknąć na jeden raz”. Należy przeżuwać ją przez jakiś czas, żeby wydobyć z tego dania każdy jego składnik. Zdecydowanie nie jest to powieść dla wszystkich, lecz dla wysoko wrażliwych czytelników. Idealnie ten stan zanurzenia się w lekturze przedstawia cytat z książki:

Siedzieliśmy zatem już jakiś czas i trudno w zasadzie powiedzieć, że akcja była jakaś bystra, prędka i siarczysta. Trudno również było pokusić się i zdecydować na twierdzenie, że towarzyszyła nam wówczas jakakolwiek fabuła […].

Wsobne gawędy to nie książka – po prostu byt w czystej postaci.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Tekst: Kamila Mendrok

Post dodany: 17 kwietnia 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno