Szepty milczenia są najcięższe. Jeśli ich nie uwolnisz, zakorzenią się w tobie na zawsze. – ten cytat z powieści Szeptem o nas Marcina Firmantego wydaje się być myślą przewodnią, swego rodzaju rdzeniem ideologicznym, z którego wyrasta cała historia głównego bohatera. Tomek – bo tak ma na imię – wraca do Bukowca, swojej rodzinnej wioski, gdzie w spadku zastaje dom swojej zmarłej babci Marii, skrywający magiczne tajemnice. Miejsce, które uważał dotąd za obce, okazuje się takim, gdzie paradoksalnie może odkryć siebie na nowo. Męczony widmem nietolerancji, z którą musiał się zmierzyć jako nastolatek, gdy cała wioska dowiedziała się o jego queerowości, niechętnie stawia czoła przeszłości. Znowu mierzy się z brakiem akceptacji ze strony rodziców, odkrywa mądrości swojej babci na nowo i doświadcza ponownie miłości. Jednak czy aby na pewno warstwa ideologiczna tej książki realizuje się spójnie na jej stronicach? Najpierw przyjrzyjmy się owej puencie z bliska.
Już po spojrzeniu na tytuł powieści, możemy zauważyć konstruowaną w sposób oczywisty, uniwersalną w przesłaniu, opozycję prawdy do fałszu. Pozwolę sobie na wymienienie kilku kluczowych skojarzeń, które przynoszą nam kolejne losy bohaterów. Prawda sytuuje się po pozytywnej stronie, jawi się jako coś, do czego człowiek powinien dążyć. Można ją poznać jedynie wtedy, kiedy zaakceptuje się swoją naturę, indywidualną tożsamość. Sposobem na jej zaakceptowanie jest „nazwanie po imieniu” emocji, zjawisk, zachowań i krzywd, które towarzyszą człowiekowi przez całe życie. Tak nazwana prawda Nie oczekuje usprawiedliwień i gwarantuje osiągnięcie szczęścia. Wobec tego oczywistym wydaje się, że tłumienie w sobie uczuć, uraz i prawdy szkodzi nie tylko jakości życia, ale i zdrowiu – jak dowiemy się w dalszej części śledząc losy Marii zielarki. Jest to dość ważny wątek, ponieważ postać babci – kobiety nazywanej w wiosce „szeptuchą” czy też „znachorką”, nakazywałaby patrzeć na prawdę jako na wiedzę magiczną, niedostępną dla każdego, a ponadto niebezpieczną, nawet zagrażającą śmiercią. Tutaj zauważamy pierwszą niespójność w wewnętrznej budowie utworu. Podczas lektury tej powieści, był to fragment, w którym po raz pierwszy zadałam sobie pytanie: „Czy aby na pewno konstrukcja utworu, wątek fantastyczny i tkanka tekstowa realizują spójnie uniwersalne przesłanie, które wynika z pierwszych, niejako programowych, stron powieści?”.
Zanim jednak spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, przeanalizuję podstawowe konotacje, jakie oferuje utwór poruszając problematykę szeroko pojętego fałszu. Nie trzeba daleko szukać, gdyż już okładka operuje metaforą szeptu. Czymże jest ten tajemniczy „szept”? Oczywista odpowiedź na to pytanie podałaby takie „definicje” jak: ukrywanie własnej tożsamości, milczenie, tłumienie w sobie emocji, udawanie kogoś, kim się nie jest, czy też dbanie o własną reputację bardziej niż o akceptację. To w końcu szepczący Bukowiec stał się dla Tomka wywołującym traumatyczne skojarzenia miejscem, gdzie za młodu padł ofiarą plotek szerzonych przez miejscowych. Jego rodzice, zazwyczaj milczący, wywoływali w głównym bohaterze poczucie niezrozumienia, braku akceptacji, czy nawet odrzucenia. Z kolei kultywowany przez Helenę – matkę Tomka – wstyd, który pojawiał się na myśl o jej matce Marii – stał się synonimem wyparcia tego, co „prawdziwe”, czyli ponadczasowej mądrości, ale także indywidualizmu, inności. Dlatego nie rozumiem, dlaczego znajdujemy na stronicach książki zgoła inne oblicza „szeptu”. Sam tytuł – Szeptem o nas – sugerowałby fałszywy charakter relacji, jaką Tomek zbudował wraz z Oskarem. Magiczna kraina, w którą przenosił ostowiec, a którą można by było nazwać krainą szeptów, musiałaby być światem iście mrocznym, negatywnym – takim, gdzie traci się swoją tożsamość, a nie poznaje prawdę. Szepty, które zabiły Marię, powinny być jakiegoś rodzaju złymi marami, a nie istotami przekazującymi pradawną wiedzę tajemną, mającą w sobie moc uzdrawiania ludzi.
Dążę do tego, że wiele znaków, które aspirują w tej powieści do stania się jednoznaczną alegorią, odzwierciedlającą wewnętrzną ideologię, wcale nie spełnia swojego zadania, gdyż tworzy wykluczające się wzajemnie konotacje, niedające się jednoznacznie zinterpretować. Powieści brak immanentnej spójności, co powoduje u czytelnika uczucie zmieszania.
Jako kolejny przykład przytoczę niezrozumiałą alegoryczność ostrowca – rośliny, którą Tomek odnajduje, kierując się wskazówkami, czy też zakazami swojej babci umieszczonymi w zielniku i liście pożegnalnym. Skoro prawda (tożsamość) powinna zostać odnaleziona i nazwana na głos, a ostrowiec byłby jej alegorią, to dlaczego Maria przestrzega przed tą rośliną wnuka? Swoje wskazówki konstruuje tak, by Tomek znalazł ostrowiec, jednocześnie zabraniając mu się zbliżać do rośliny. Maria pisze w liście Nie wszystko, co zapomniane, powinno zostać odnalezione, co stoi w kontrze do słów z tego samego listu: To, co zapomniane, wcale nie jest martwe, które z kolei sugerowałyby słuszność decyzji o podjęciu poszukiwań tajemniczego zioła. Ponadto ostrowiec jest rośliną magiczną, która pozwala zobaczyć prawdę taką, jaka jest naprawdę, ale jednocześnie jest na tyle niebezpieczny, że nie tylko wprowadza człowieka w paranoję, ale i ma moc zabijania. Prowadziłoby to do konkluzji, że „prawda może zabić” lub „prawdę można przedawkować”. Świat fantastyczny objawiający się Tomkowi zamienia się w świat paradoksów. Pozwala zobaczyć światło prawdy, ale aż zionie mrokiem, pozwala żyć pełnią życia, być bardziej obecnym (wątek wyostrzonych zmysłów), ale sprowadza na człowieka szaleństwo i śmierć.
Na podstawie choćby tego jednego przykładu można wyciągnąć następujący wniosek – wątek fantastyczny nie do końca trzyma się pomyślanej puenty utworu. Alegorie są niespójne i niezrozumiałe.
Niespójność powieści nie jest jednak jedyną obserwacją, która mnie martwi. Przyglądając się warstwie językowej i stylistycznej utworu, zauważyć można pewną wyraźną zmianę w prowadzeniu narracji. Powieść zaczyna się – można by rzec – realistycznie. Tomek przyjeżdża do Bukowca, wprowadza czytelnika w wątek swojego dzieciństwa, relacji, jaką miał z babcią, pretensji, które żywi wobec rodziców. Czytelnik jest świadkiem kłótliwych rozmów rozbrzmiewających w domu rodzinnym Tomka, zagłębia się w plastyczne obrazowo wspomnienia i otrzymuje wyraźny zarys postaci. Maria rysuje się jako wiedźma, kobieta z dobrym sercem, która wie więcej i dzięki temu pomaga ludziom, bezradnym wobec medycyny. Rodzice z kolei prezentują zupełnie odmienny biegun. Są zdystansowani, kontrolujący i posiadają władzę zarówno nad Bukowcem, jak i poniekąd nad tożsamością swojego syna, której nie akceptują. Jednak w pewnym momencie – mniej więcej od pojawienia się wątku fantastycznego – powieść traci, chciałoby się powiedzieć, swoją narracyjność na rzecz monotonii. Opisowe i narracyjne zdania układające się w akapity zastępują krótkie dynamiczne zdania pisane pojedynczo w układzie akapit po akapicie. Dialogi również się skracają, tracą swoją naturalność i aspirują ku głoszeniu głębokich mądrości. Pewne ograniczone pod względem różnorodności struktury i sposób opisywania pewnych zjawisk zaczynają powtarzać się w wyjątkowo narzucający się sposób. Wśród powodów do niepokoju można wymienić konstrukcje typu „Nie to. Nie tamto. Ale raczej coś innego” lub „Nie dlatego, że… ale dlatego że” – Nie bolało./ Nie ciągnęło go już w żadnym kierunku./ Ale wiedział, że to koniec./ Że świat, w którym teraz stoi, zaczyna się składać – nie dlatego, że musi, ale dlatego, że zrobił już to, po co tu przyszedł. Jako inne tego typu powtarzalne schematy, przytoczyć można „Coś było inne”, „Nie odpowiedział/ nie odpowiedziała od razu”, „Powietrze było cięższe/ powietrze stało się gęstsze”.
Wymieniona w powyższych przykładach luka warsztatowa z biegiem czytania książki zaczyna być coraz bardziej jaskrawa, przyciąga całą uwagę czytelnika, zupełnie zakłócając przekaz i obraz akcji, która powinna rysować się przed oczami odbiorcy.
Podsumowując, Szeptem o nas jest powieścią pełną paradoksów. Z jednej strony porusza tak ważne we współczesnym świecie tematy jak: problem braku akceptacji ze strony bliskich, z którym zmaga się wiele osób należących do społeczności LGBTQ+, problematykę zadomowienia i poszukiwania własnej tożsamości, lęk, jaki często towarzyszy queerowym osobom na drodze budowania relacji romantycznych, szok, z którym muszą poradzić sobie rodzice osób nieheteronormatywnych, ale także szeroko rozumiane poczucie inności i wyobcowania. Bogata oraz ważna dla współczesnego odbiorcy tematyka nie znalazła jednak w utworze satysfakcjonującej realizacji. Konstrukcja powieści jest pełna luk, a rozwiązania nie dość, że nie z tego świata, to jeszcze zadziwiająco oczywiste, proste, co może w czytelniku wywołać zawód i uczucie niedosytu.
Da egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res.
Tekst: Anna Milena Rosmus


