facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Zatrzymać czas

Zdzisława Sośnicka w utworze Julia i ja sprzed niemal pięćdziesięciu lat, wśród propozycji składanych w imieniu Julii oraz swoim, proponuje między innymi „Zegar co raz zatrzyma czas / Gdy twoja wielka szansa mija”. Któż z nas nie chciałby posiadać takiego zegara, by móc zatrzymać coś, co nieuchronnie przemija? Ile razy w życiu mieliśmy świadomość, że coś dzieje się w naszym życiu po raz ostatni, na przykład ostatni raz przechadzamy się po korytarzach swojej szkoły albo jedziemy na wakacje w gronie tych samych przyjaciół? Film zaprezentowany podczas inauguracji 23. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, która miała miejsce 6 maja 2026 roku, w reżyserii Macieja Cuske dotyka właśnie problemu przemijania.

Kandydaci śmierci to film dokumentalny opowiadający o kilkunastoletniej historii przyjaźni oraz miłości. Reżyser, a zarazem ojciec jednego z bohaterów (Staszka) Maciej Cuske wpadł przed laty na pomysł, by zabrać syna i dwóch jego kolegów (Rafała i Adriana) na wakacje, podczas których pokaże im, jak kręci się filmy. Zamiłowanie do horrorów zdecydowało o tym, że to właśnie tym gatunkiem zajęli się chłopcy. I wymyślili tytuł serii: Kandydaci śmierci. Od tej pory, rok w rok wyjeżdżali wspólnie na wakacje, by kręcić kolejne części – coraz bardziej zaawansowane fabularnie, przy niezmiennym niewielkim budżecie. Dziś chłopcy mają prawie 30 lat i każdy z nich poszedł swoją drogą. Coraz trudniej jest im się złapać, by nagrać kolejną część serii i potrzymać wieloletnią tradycję. Kandydaci Śmierci stanowi więc zapis ich filmowych, ale i życiowych przygód na przestrzeni tych wszystkich lat. Film dotyka też bardzo intymnych kwestii. Mówi o miłości, tęsknocie, lękach, marzeniach, a także o niełatwym procesie dorastania i dorosłości.

To, co mnie w tej produkcji najbardziej urzekło, to sposób prowadzenia historii. Współczesność przeplata się tu z retrospekcjami w bardzo płynny sposób. Patrząc na bohaterów, założę się, że każdy z siedzących na sali kina Światowid w mniejszym lub większym stopniu widział swoje dzieciństwo. Wyjazdy na wakacje, zabawy z kolegami, pierwsze poważne rozterki życiowe niedotyczące już tego, kto biegnie po piłkę. Co prawda niewielu z nas zajmowało się może tworzeniem filmów, niemniej nie jest to kluczowy element tej opowieści. Skupia się ona bowiem na nieuchronności pewnych procesów, których nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Bohaterowie zaczęli dorastać, podjęli studia, potem pracę zawodową. Ewoluowała także relacja ojca z synem. W świat chłopaków wkroczyły też dziewczyny, co oczywiście nie jest bez znaczenia.

Kontynuując nieco analogię do polskich utworów muzycznych, Jacek Kaczmarski w Naszej klasie śpiewał, że „Już nie chłopcy lecz mężczyźni, już kobiety nie dziewczyny / Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy”. Jednak często pojawia się pragnienie niezamykania niektórych etapów. Coroczne wyjazdy – mimo wielu perturbacji – są właśnie dla Macieja, Staszka, Adriana oraz Rafała próbą zatrzymania czasu. Ktoś mógłby bardzo pragmatycznie zarzucić, że w pewnym wieku należy się już określić, osiągnąć pewien status, a nie zachowywać jak dziecko. Pada nawet w filmie z ust jednego bohatera takie zdanie, że mając te np. 36 lat, to już trzeba coś mieć, a oni zbliżają się do trzydziestki i bawią w kręcenie filmów. Jako, nazwijmy to umownie, dumny posiadacz trzydziestu lat mogłem patrzeć na to z ich perspektywy i szczerze się z tą konstatacją nie zgodzić. Każdy podąża trochę innym kluczem i na przekór egzaminom maturalnym, które mają dość sztywny klucz oceny, w który należy się wstrzelić, by zdać, życie może dać więcej swobody. Oczywiście każdy ma inną sytuację, inny start, ale nie ma jednej definicji, co i w jakim wieku należy już osiągnąć. To pewne utrwalone stereotypy i kulturowe uwarunkowania narzucają nam ramy, w których nie zawsze się mieścimy. Kandydaci śmierci są też właśnie o tym; że nawet jeśli coś się nie układa lub idzie inaczej, niż byśmy chcieli, trzeba próbować obrócić to na swoją korzyść. I nawet ze złego rozdania kart zrobić coś pozytywnego. W filmie nie brakuje scen, w których jako widzowie czujemy się trochę podglądaczami pewnych bardzo osobistych chwil. Rozmowa Macieja z rodzicami (w tym z własnym ojcem, który choruje na Alzheimera) czy wspomnienia dotyczące rozstania rodziców Staszka nadają takiego bardzo życiowego aspektu.

Dokument w reżyserii Cuske przypominał mi momentami kino coming of age, które podejmuje tematykę dorastania. Na myśl przychodzi mi na przykład film z 1986 roku w reżyserii Roba Reinera Stań przy mnie, który opowiada historię pewnych wakacji w niewielkim prowincjonalnym miasteczku Castle Rock w stanie Oregon. Czwórka przyjaciół, każdy z innym charakterem, po tym, gdy jeden z nich ginie pod kołami pociągu, decyduje się wyruszyć do lasu, by odnaleźć jego zwłoki. Są przekonani, że jeśli to zrobią, zostaną okrzyknięci bohaterami, a wszyscy w mieście będą im zazdrościli. Jak się potem okazuje, są to ich ostatnie wspólne wakacje, gdyż każdy z nich idzie w swoją stronę. Na końcu filmu pada nawet takie znamienne zdanie: „Nigdy później nie miałem takich przyjaciół, jak w wieku 12 lat. Jezu, a czy ktokolwiek ma?”.

Kandydaci śmierci nie są tylko opowieścią o kręceniu amatorskich horrorów. To przede wszystkim bardzo uniwersalna historia o przemijaniu, dorastaniu i potrzebie zachowania choćby fragmentu świata, który bezpowrotnie znika. Maciejowi Cuske udało się stworzyć dokument niezwykle szczery, momentami intymny, ale jednocześnie bliski każdemu, kto kiedykolwiek próbował zatrzymać jakąś ważną chwilę na trochę dłużej. Bo choć – jak śpiewała Sośnicka – nie istnieje zegar, który naprawdę zatrzyma czas, kino czasami potrafi stworzyć jego namiastkę.

Tekst: Dawid Hornik

Post dodany: 28 maja 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno