Wojciech Młynarski w jednym ze swoich tekstów, który powstał po roku 1989 celnie spuentował nową polską rzeczywistość. W utworze W szkole wolności stwierdził: Czemu ta wolność taka trudna,/ Jeśli traktować ją uczciwie?/ Bo dawno już się, mamo moja,/ Tak śmiesznie nie składały gwiazdy/ Dano nam wolność – piękny pojazd,/ Nikt nie chce robić prawa jazdy… Transformacja ustrojowa, która nastała w pokomunistycznej Polsce oprócz przejścia z gospodarki centralnie sterowanej na rynkową oraz otwarcia na szeroko rozumiany Zachód, przyniosła wiele innych, nie zawsze dobrych zmian. Lata dziewięćdziesiąte XX wieku były okresem, w którym panował chaos i niepewność. Społeczeństwo podzieliło się na tych, którym udało się odnaleźć w nowej rzeczywistości i tych, którzy stali się jej ofiarami. Znalazło to swoje odbicie w polskiej kinematografii. W niniejszym artykule postaram się na przykładzie dwóch filmów oraz serialu z tego okresu pokazać, jak temat zmian społeczno-ustrojowych był przedstawiany na szklanym ekranie.
Pierwszym filmem, na którym skupię uwagę jest Ucieczka z kina wolność z 1990 roku w reżyserii Wojciecha Marczewskiego. Fabuła koncentruje się na cenzorze Rabkiewiczu (Janusz Gajos), który w obliczu nadchodzących zmian ustrojowych, mimo że jest głównym cenzorem w mieście, coraz mniej ma do powiedzenia, a przez bunt aktorów propagandowego filmu Jutrzenka, granego w kinie „Wolność”, którzy zamiast trzymać się scenariusza zaczynają dyskutować z widzami, schyłek jego kariery pozbawiony jest splendoru. Mimo, że początkowo udaje mu się wytłumaczyć zaistniały kryzys „buntem materii” oraz sprawić, że seanse odbywają się bez widzów, nie rozwiązuje to problemu chwiejności ideologicznej prezentowanej na ekranie. Na skutek dyskusji, w które wdaje się z aktorami oraz zauroczenia w jednej z aktorek, w Rabkiewiczu dochodzi do przemiany. Zaczyna rozumieć swoją rolę w procesie tworzenia propagandy, która do tej pory była głównym narzędziem wykorzystywanym przez władze. Jedną z kluczowych scen w filmie jest dialog pomiędzy cenzorem a sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego (Piotr Fronczewski), kiedy pada pomysł spalenia taśmy z niewygodnym filmem. Rabkiewicz mówi wówczas: Być świnią to jest jedna sprawa, a mordercą całkiem inna. Kiedy jednak decyduje się przejść przez ekran na tą właściwą stronę, okazuje się, że nikt tam na niego nie czeka, a już tym bardziej nie z rozgrzeszeniem. Bohater staje oko w oko z prawdą, iż nigdzie już nie jest potrzebny – ani w świecie, w którym był cenzorem, ani w tym wolnym, gdzie cenzury już nie ma.
Film Marczewskiego pokazuje, moim zdaniem, prawdziwy mechanizm przemian zachodzących w wolnej Polsce. O ile teoretycznie mówiło się o nowej władzy, nowym społeczeństwie, a także nowej mentalności, praktyka pokazywała co innego. Po pierwsze, osoby, które powinny być pociągnięte do odpowiedzialności unikają jej, często zmieniając tylko stanowisko – nierzadko na bardziej prestiżowe. W filmie w najgorszym położeniu znajduje się niespełniony poeta i literat, który poprzez splot różnych zdarzeń został cenzorem. Jego zwierzchnicy, członkowie komitetów, dyrektorzy, mimo nadchodzących zmian i o wiele większej odpowiedzialności nie boją się o swoją pozycję. Znajdują kozła ofiarnego, którym
w tym wypadku jest Rabkiewicz. W jednej ze scen członek KW mówi wprost do Rabkiewicza: To ja wam powiem, że w całej tej prowokacji odegraliście jednoznacznie haniebną rolę!. Obserwując chociażby ówczesną scenę polityczną, bardzo wyraźnie widać, iż osoby, które powinny stanąć przed sądem lub wycofać się z życia publicznego, były nadal u władzy, a każda próba ich odsunięcia kończyła się natychmiastową i radykalną reakcją. Warto tu chociażby wskazać na pamiętną noc z 4 na 5 czerwca 1992 roku, kiedy Sejm udzielił wotum nieufności rządowi Jana Olszewskiego po tym, gdy ujawnione zostały nazwiska osób współpracujących z SB, w tym nazwisko ówczesnego Prezydenta RP Lecha Wałęsy. Z mównicy sejmowej padły wtedy znamienne słowa Jana Olszewskiego: Chciałbym stąd wyjść tylko z jednym osiągnięciem. I jak do tej chwili mam przekonanie, że z nim wychodzę. Chciałbym mianowicie wtedy, kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten – nie ukrywam – strasznie dolegliwy czas (…) wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – panie posłanki i panowie posłowie, życzę po tym głosowaniu.
Po drugie, społeczeństwo staje się bardziej świadome i domagające się wolności. Często jednak wynikało to bardziej z sytuacji, niż prawdziwych przekonań. Na przykładzie Rabkiewicza widać, że gdyby nie bunt aktorów i wynikające z tego zakłócenie ładu, prawdopodobnie nadal funkcjonowałby w tym układzie.
Po trzecie mentalność, która nie ulega tak szybko zmianie. Powiew powietrza z Zachodu powodował często zachłyśniecie się dostępnymi dobrami i możliwościami. Nierzadko chęć zmiany swojego status i odwetu za stracone lata doprowadzała na skraj bankructwa i wypychała na margines. W filmie Marczewskiego, w jednej z ostatnich scen, kiedy Rabkiewicz znajduje się na dachu, osoby które tam widzi wydają się zagubione, a nawet wyrzucone na margines. Są wolne, ale owa wolność ma swoją cenę i nie jest taka prosta. Dokładnie tak prezentowało się polskie społeczeństwo chwilę po upadku komunizmu.
Nieco inną stronę transformacji prezentują Psy Władysława Pasikowskiego z 1992 roku. Akcja filmu osadzona jest w roku 1990 i opowiada o byłym funkcjonariuszu Urzędu Bezpieczeństwa Franzu Maurerze (Bogusław Linda), który przechodzi pomyślnie weryfikację i zostaje przemianowany na funkcjonariusza policji kryminalnej. Nie wszystkim jednak udaje się zyskać dobrą opinię komisji weryfikacyjnej. Przyjaciel Franza, Olo Żwirski (Marek Kondrat) zostaje bez pracy i nawiązuje współpracę z byłym majorem SB Grossem (J. Gajos). Tymczasem Maurer próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, co przychodzi mu z trudem. W życiu prywatnym również nie wiedzie mu się najlepiej – odchodzi od niego żona, a romans z małoletnią wychowanką domu poprawczego okazuje się niesatysfakcjonujący. Bohater postanawia zaprowadzić własne porządki i finalnie rezygnuje z pracy w policji.
Film Pasikowskiego budził wiele kontrowersji – począwszy od licznych wulgaryzmów, poprzez obrazoburcze sceny, na brutalności kończąc. Poruszał jednak bardzo ważny temat. Mamy w nim bowiem do czynienia z bezpośrednim przekazem, że zmiany zachodzące w Polsce są często tylko pozorne. Byli ubecy zostają policjantami, których metody operacyjne nie różnią się za wiele od tych stosownych w poprzednim ustroju, a osoby decyzyjne nadal piastują ważne funkcje lub zasiadają w komisjach. Przykładem może być jedna z pierwszych scen, kiedy siedzący nonszalancko przed komisją weryfikacyjną Franz mówi do członka komisji: Czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach. W filmie dochodzi też do obalenia etosu Solidarności oraz ukazania jak „czyści się” swoją przeszłości. Pasikowski starał się także pokazać, iż nowa rzeczywistość nie może polegać na osądzeniu jednych i wywyższeniu drugich. Jak wspominał po latach reżyser Psów: Chodziło o to, żeby nie zamykać w obozach półtora miliona ludzi należących do PZPR i nie stawiać solidarnościowców na wieżyczkach.
Inaczej do tematu transformacji podszedł Jerzy Gruza, który w kontynuacji serialu Czterdziestolatek (1975–1977) z 1993 roku na przykładzie inżyniera Karwowskiego (Andrzej Kopiczyński) pokazał nową rzeczywistość w krzywym zwierciadle. W serialu Czterdziestolatek. 20 lat później główny bohater próbuje odnaleźć siebie w nowej rzeczywistości społeczno-gospodarczej, zmagając się jednocześnie z licznymi problemami natury osobistej. Tak też po przeszło dwudziestu latach jeżdżenia czerwonym maluchem (który jakoś dotrwał do czasów wolnej Polski) na skutek kolejnej awarii, Karwowski decyduje się na zmianę samochodu. Jest nim bardzo pożądane w tamtym okresie Audi 80.
Stanowi to aluzję do tego otwarcia na Zachód i próbę polepszenia swojego statusu, które ogarnęło całą Polskę. Bohater chce także zakupić willę i wyprowadzić się z mieszkanie w bloku
z wielkiej płyty, co (na szczęście) mu się nie udaje. W serialu widzimy również m.in. prywatyzację filtrów, w których pracuje żona Karwowskiego, Magda (Anna Seniuk), próby grania na giełdzie, wystartowanie w wyborach czy założenie własnej firmy budowalnej „Stefbud”. Oczywiście przyjęta przez twórców konwencja pokazywała to wszystko z humorem i przymrużeniem oka, niemniej oddawała ducha tamtych czasów. Scenarzysta Krzysztof Teodor Toeplitz oraz reżyser Jerzy Gruza przegadali jednak ten serial, skupiając się za bardzo na kwestiach politycznych czy społecznych, a za mało na tym, czym charakteryzowała się jego pierwsza odsłona – codziennych sprawach zwykłego człowieka. Postać inżyniera Karwowskiego od początku była bowiem ucieleśnieniem człowieka, który nie przynależy do partii komunistycznej i stara się po prostu robić swoje. Życie wplątuje go jednak w coraz to nowe przygody, a nawet czyni dyrektorem przedsiębiorstwa budowlanego, na podstawie cech, które zostały wprowadzone do komputera. Był zatem dyrektorem nie z polecenia partii, a komputerowym. Po 20 latach, już w nowej Polsce, widzimy go jednak ponownie w roli budowlańca. Nie wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach przestał być dyrektorem. Jak sam stwierdza w jednym z odcinków „nikt nigdy nie wywoził mnie na taczkach”. Prawdopodobnie wraz z rokiem 1989 przedsiębiorstwo zostało rozwiązane i kto mógł, ustawił się na dobrej posadzie, w sejmie lub zakładając własny biznes. Tak chociażby stało się w przypadku Romana Maliniaka (Roman Kłosiński), który z szeregowego pracownika budowy, mającego zawsze coś do Karwowskiego, staje się posłem. Jednie Stefan Karwowski nadal nie nauczył się zasad gry, tym razem gry w kapitalizm. Niestety, raptem w 5 czy może 6 odcinkach na 15, widać bohaterów jako ludzi żyjących w latach 90., bez tyrad na temat zawirowań politycznych i lekcji kapitalizmu. Przez to kontynuacja losów Karwowskich nie została tak dobrze przyjęta, a i sami aktorzy przyznawali, że zgodzili się wziąć w niej udział głównie dla pieniędzy. Jest jednak cenna z uwagi na okres realizacji.
Polskie kino transformacji, choć może nie tak płodne, jak na przykład kino moralnego niepokoju było, moim zdaniem, ważnym głosem w procesie zachodzących zmian. Najczęściej pokazywało Polskę taką, jaką była, czyli skłóconą, szarą, próbującą odbić sobie blisko pół wieku niewoli. Momentami można się dopatrzeć w filmach i serialach z początku lat dziewięćdziesiątych jakiejś nadziei czy radości, niemniej dominuje w nich chęć rozliczenia
z przeszłością i prezentacja nowych, kapitalistycznych, postaw.
Tekst: Dawid Hornik