facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Recenzja „Lis i różowy księżyc”

„Co dzieje się w głowie nielegalnego imigranta, gdy tonie w morzu? Czy myśli o swoich marzeniach? Gdzie trafiają marzenia takiego człowieka?”

Lis i różowy księżyc to film dokumentalny emitowany w Kinie Światowid w ramach Festiwalu Millennium Docs Against Gravity. Reżyserem jest Mehrdad Oskouei, a produkcja miał swoją premierę w 2026 roku. Główną bohaterką dokumentu jest Soraya Akhlaghi, szesnastolatka o niesamowitym talencie artystycznym mieszkająca w stolicy Iranu, Teheranie. Realia Bliskiego Wschodu oraz rola samotnej kobiety bez paszportu zmusiły ją do szybkiego stania się dorosłą. Dziewczyna postanowiła udokumentować kolejne lata swojego życia zwyczajnym telefonem, uwieczniając na nim codzienność. Skupiała się na pokazywaniu swojej pasji i pracy, jaką było tworzenie dzieł sztuki, ale również nagrywaniu prób przedostania się do Turcji nielegalnymi przejściami granicznymi (tzw. gier).

Gracze często stawiają na szali wszystko, kiedy próbują zagrać w grę. Ryzykują życiem i zdrowiem, by tylko przekroczyć granicę. Muszą zaufać przemytnikom, spędzać zimne noce w lasach (często opiekując się małymi dziećmi), aby potem wrócić do punktu wyjścia. Niektórzy grają paręnaście razy, aby osiągnąć sukces; niektórym nie udaje się nigdy. W filmie uderzyła mnie determinacja tych ludzi, ale także brutalne traktowanie przez straż graniczną czy policję mimo tego, że większość imigrantów to rodziny z dziećmi.

Soraya dokumentuje nie tylko swoje próby przedostania się przez granicę (najpierw irańsko-turecką, potem turecko-grecką), ale też obraca je w niesamowite dzieła sztuki. Jej obrazy, rysunki oraz rzeźby przeplatają się z historią, dodając grozy do toczących się wydarzeń. To ślad artystki, która walczy ze złem i niepokojem poprzez sztukę. Nie ukrywam, dzieła Sorayi przyprawiają mnie o ciarki – w szczególności, kiedy pozna się momenty z życia artystki, które były ich inspiracją. Przytoczę tutaj obraz anioła trzymającego się ramienia odlatującego samolotu. Autorka posłużyła się mrożącym krew w żyłach wydarzeniem ze swojej ojczyzny, Afganistanu. To tam zdesperowani ludzie próbowali złapać się startującego samolotu, który mógłby być ich przepustką do ucieczki z kraju. Jak podsumowała Soraya: ten widok nie dziwi tych, co sami ryzykują życiem. To tylko kolejna gra. Jednak dla Europejki brzmi jak niewyobrażalna, wstrząsająca tragedia, nad którą powinien pochylić się świat. Bo należy opłakiwać nie tylko śmierć tych ludzi, ale również to, że doprowadzono ich na skraj wytrzymałości. Z perspektywy imigrantki takie sytuacje to codzienność, o której nikt nie mówi.

Przekaz tego filmu jest czymś, co powinno być znacznie częściej poruszane w mediach. Jakie emocje towarzyszą ludziom, kiedy wsiadają do pontonów, modląc się o bezpieczne dopłynięcie do brzegu? Soraya daje głos osobom, które przez część Europy nie są traktowane z należytym szacunkiem. Są demonizowane i wykorzystywane jako karta przetargowa, mająca zachęcić ludzi do oddania głosów. A gdzie współczucie? Gdzie pokazanie cierpienia ludzi bez owijania w bawełnę? Mimo swojej sytuacji Soraya okazuje współczucie i czuje cierpienie innych, w szczególności kobiet: kiedy Talibowie przejmują władzę w Afganistanie, goli głowę i lepi posągi zniekształconych podobizn Talibów. Niezależnie od świadomości konsekwencji i cierpienia, z którym sama się mierzyła, dała tym kobietom swój głos, kiedy one go straciły. To niesamowity obraz buntu.

Śmiertelna cisza w kinie, śpiew Sorayi na dachu bloku, gdy myślała o tym, czy skoczyć, tęsknota za matką, ściskające gardło współczucie… W takich momentach dociera do nas, Europejek, czym jest szczęście geograficzne (ang. geographical luck). Każda z nas mogła urodzić się w Iranie, mieć na imię Soraya i walczyć o przetrwanie z przemocowym mężem, chcąc przedostać się przez nielegalne przejścia graniczne. Każda z nas mogła grać w grę, wchodzić do morza bez pewności, czy wyjdzie z niego żywa. Od bohaterki dzieli nas najzwyczajniejsze szczęście.
Gdybym miała podsumować ten dokument w jednym zdaniu, brzmiałoby ono: to niecenzurowany film-pamiętnik o życiu równoległym z naszym, a jednak jakby z innego, mrocznego świata, który – dzięki Bogu – jest już tylko przeszłością Sorayi, a teraźniejszością milionów innych kobiet oraz imigrantów.

Tekst: Zuzanna Pawlusiak

Post dodany: 4 czerwca 2026

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno