facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

„Witaj, piękna pastereczko” – o uzdrawiającej mocy obecności wśród albańskich wzgórz

„Boję się, że cię do siebie zrażę. Bardzo się tego boję! Choć jednocześnie bardzo chcę to wszystko z siebie wyrzucić. I gdzieś głęboko w sercu czuję, że powinieneś to być właśnie ty. Że ty to zrozumiesz i nie będziesz mnie oceniał. […] Ale i tak się boję. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz? A nawet jestem tego pewna, bo jeśli nie ty, to kto?”

Zdarzyło Wam się kiedyś, że jedno przypadkowe słowo skierowane do nieznajomej osoby na zawsze zmieniło Wasz plan na życie? Czasami najpiękniejsze historie rodzą się tam, gdzie zupełnie się ich nie spodziewamy – wśród szumu wiatru, ciszy górskich szlaków i przypadkowych spotkań, które wcale nie okazują się przypadkowe. Sięgając po książkę Konrada Cieplika Witaj, piękna pastereczko, myślałam, że będzie to spokojna, obyczajowa powieść na kilka wieczorów – nie wiedziałam, że czeka mnie tak głęboka i emocjonalna podróż przez bałkańską Krainę Orłów.

Fabuła skupia się na losach dwóch niezwykle różnych dusz: Michała, szukającego spokoju doświadczonego życiem 61-letniego harleyowca z Polski, który przemierza Europę na motocyklu, ciesząc się urokami emerytury oraz Louise, 22-letniej pasterki z Marsylii, zmagającej się z trudną, bolesną przeszłością. Ich pierwsze spotkanie na górskiej drodze staje się początkiem silnej, intymnej relacji, która wymyka się łatwym definicjom. Zamiast wielkich deklaracji bohaterowie powoli budują swój mikroświat dzięki milczeniu, wzajemnemu zrozumieniu, rozmowom, jak również chwilom spędzonym przy ognisku. Mężczyzna z czasem staje się dla dziewczyny kimś w rodzaju przewodnika czy mentora, który nie narzuca rozwiązań, ale pomaga jej odnaleźć siebie i zawalczyć o własną niezależność.

Motocyklista to postać ciepła, refleksyjna, otwarta nie tylko na ludzi, ale także na świat. Łączy w sobie potrzebę przygody z umiejętnością kontemplacji ciszy. Pastereczka natomiast jest postacią tragiczną, choć niezwykle interesującą: zraniona, zagubiona, a jednocześnie pełna energii i temperamentu. Należy do rodziny przenikniętej nieporozumieniami, konfliktami oraz napięciami. Mimo że przemiana Louise na przestrzeni książki cechuje się stopniowością, wiarygodnością i poruszającą aurą, całościowo ujęta więź bohaterów jest raczej nietypowa, a nawet momentami niekomfortowa. Brak w niej klasycznej fizycznej intymności, ale obecne są gesty czy zachowania, które mogą budzić wątpliwości. Nie jest to więc typowy romans – raczej duchowa, intymna przyjaźń, pełna subtelnych flirtów i wsparcia, prowadząca do ważnych decyzji, ucząca życia na własnych zasadach. Początkowo (przez prawie 250 stron) nie potrafiłam jej zrozumieć, jednak z czasem odkryłam, że chodzi tu przede wszystkim o bliskość duchową, a także wzajemne uzdrawianie.

Jeśli chodzi o Albanię, jest nie tylko tłem, dekoracją, ale pełnoprawnym elementem, który wpływa na dynamikę relacji, a nawet emocje protagonistów. Piękne krajobrazy gór, polan z pasącymi się owcami, tras motocyklowych oraz obozowisk tworzą integralną część historii, gdzie różnice kulturowe są również dobrze oddane: mentalność Albańczyków (zwłaszcza stosunek do kobiet), elementy kultury polskiej i francuskiej, tradycje, jedzenie czy sposób bycia. Dzięki temu świat przedstawiony jest wiarygodny oraz „żywy”.

Styl Konrada Cieplika charakteryzuje się lekkością i płynnością – wzrok naprawdę „sunie” po tekście. Zarazem język bywa nieraz dosadny, nasycony przekleństwami, co nie każdemu może przypaść do gustu. Mnie niestety raziło. Ciekawym zabiegiem okazały się bardzo długie rozdziały, często liczące kilkadziesiąt stron. Każdy z nich skupia się na innym problemie czy etapie rozwoju bohaterów i rozpoczyna się sentencją Carla Gustava Junga, co dodatkowo wzmacnia filozoficzny charakter powieści. Książka prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej z perspektywy Michała – dzięki temu miałam wrażenie, że czytam nie tylko fikcję literacką, ale również osobisty dziennik drogi i przemyśleń autora. Dialogi bywają nierówne, od czasu do czasu sprawiając wrażenie sztucznych, jednak gdy wyobrażałam sobie, że są prowadzone między osobami posługującymi się różnymi językami, stawały się bardziej „znośne”. Niemniej, te techniczne mankamenty nie przyćmiewają głównego przesłania: każdy z nas uczy się życia w biegu, bez instrukcji. Pisarz pokazuje, że (korzystając z motoryzacyjnej metafory) życie jest trasą pełną zakrętów, na których możemy doznać bólu. Te trudne doświadczenia są częścią rozwoju, podczas którego nie warto sugerować się cudzymi oczekiwaniami, ale zaakceptować siebie, by dojrzeć.

Witaj, piękna pastereczko to lektura spokojna, refleksyjna, a w szczególności bardzo ludzka. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji ani sensacyjnych zwrotów fabularnych. Zamiast tego dostajemy opowieść o podróży – tej dosłownej i tej wewnętrznej. Dla mnie była to lektura poruszająca, skłaniająca do zatrzymania się i pozostawiająca ciszę. Choć nie jest to powieść przełomowa w swoim gatunku, spełnia jego założenia w sposób uczciwy, jak również wrażliwy. Jeśli szukacie pozycji, która nie próbuje niczego upraszczać, a zamiast tego celebruje prostotę życia oraz siłę wzajemnego zrozumienia, ta książka jest dla Was.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Tekst: Daria Molenda

Post dodany: 26 lutego 2026

Tagi dla tego posta:

Albania   Daria Molenda   Konrad Cieplik   książka   Novae Res   podróż   recenzja   Witaj piękna pastereczko  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno